Trzy sekundy – Börge Hellström, Anders Roslund

Nie uwolnimy się. Z półek atakuje nas skandynawska literatura. Z lodówki wypadają kolejne tomy szwedzkiej i norweskiej powieści. Media donoszą o każdym nowo koronowanym królu skandynawskiego kryminału, bo rotacja na tronie większa niż w ochronie kas Tesco. Można się irytować, można się z tego śmiać, ale można również postawić stówę przeciw garści orzechów, że się nie uwolnimy. „Trzy sekundy” to podobno zdobywca tytułu najlepszej szwedzkiej powieści kryminalnej 2009 roku, ale kto by ich tam sprawdzał, czy rzeczywiście tak było i co za autorytet tak zadecydował. Niemniej ciekawe, że dopiero teraz, po trzech latach, ukazuje się polski przekład powieści. I choć „Trzy sekundy” figurują w bibliografii autorów jako piąta część cyklu (z czego po polsku ukazały się trzy, a czwarta z niezrozumiałych przyczyn została pominięta) to z powodzeniem i bez poczucia dyskomfortu można czytać ją jako samodzielne dzieło. A już na wstępie przyznam szczerze, że przeczytać warto. Powieść Roslunda i Hellströma może bowiem się pochwalić swoistym magnetyzmem, za którym nieco tęskniłem od czasu Larssona. Tak! Właśnie w pełni świadomie porównałem „Trzy sekundy” do trylogii Millenium (prawdopodobnie już uznanej za dobro narodowe Szwecji). Nie w kwestii tematyki, bo to bardziej thriller, niż kryminał, ale w potencjalnej zdolności do przyciągnięcia wzroku czytelnika, że to tak skomplikowanie nazwę. No, cholernie dobrze się to czyta, po prostu.

Poniższy akapit zawiera nieco więcej niż zwykle szczegółów dotyczących fabuły powieści (jakoś tak, nie wiedzieć kiedy, mi się rozrosło), więc wrażliwi mogą go z czystym sumieniem ominąć. Dla nich skrót akapitu: Narkotyki, transakcja, morderstwo, śledztwo, konspiracja, plan, więzienie, plan B (z przymusu).

Piet Hoffmann wytrwale pnie się po drabinie hierarchii w polskiej mafii (tak, sporo tutaj znajomych akcentów, a bohater ma nawet polskie korzenie) przemycającej amfetaminę do Szwecji. No wiecie – machlojki, przykrywki, kurierzy, odbiór towaru, sprzedaż, zwykła, szara codzienność. Od lat idzie mu doskonale, cieszy się niezachwianym zaufaniem zleceniodawców, ale przecież czytelnicy nie chcą nudy. Jedna z kolejnych transakcji nieco się więc komplikuje, robi się nerwowo, padają przekleństwa po polsku i szwedzku, a następnie padają strzały, te już w języku dla każdego zrozumiałym. Ginie podstawiony przez policję kupiec. I sprawa rozeszłaby się pewnie niczym mózg tego nieszczęśnika na ścianie lokalu, gdyby nie fakt, że Hoffmann jest wtyką, informatorem policji i pojawiają się wątpliwości dlaczego nie zapobiegł tragedii. Czy w ogóle chciał jej uniknąć? Sprawa morderstwa trafia na biurko inspektora, który uparcie zaczyna węszyć wokół Hoffmanna, nieświadomy jego prawdziwej roli, tymczasem jego przełożeni desperacko próbują zatuszować problem i utrzymać wtykę w konspiracji. Gra jest o wysoką stawkę, bo Hoffmann lada dzień ma zacząć wprowadzać amfetaminę do szwedzkich zakładów karnych, docelowo przejmując tamtejszy handel narkotykami, a dzięki jego informacjom policja będzie miała szansę na rozbicie polskiej szajki. Problem tkwi w tym, że Hoffmann musi to zrobić od środka, więc ryzykując życiem daje się zamknąć w ciupie. Plan ma (nie, tym razem nikt nie będzie sobie tatuował mapy więzienia na ciele), ale jak to plany – lubią się rypnąć.

Sporą zaletą „Trzech sekund” jest tempo. Imponujące, chwilami wręcz obłędnie intensywne i teledyskowe. Kolejne sceny następują po sobie błyskawicznie, fragmenty są krótkie, pozbawione dłużyzn i skupiające się przede wszystkim na akcji. Otoczenie stale się zmienia, ale emocje towarzyszą nam przez większość lektury, natomiast od chwili przełomu w więzieniu czytelnik ma wrażenie, że impet urwie mu głowę, albo przynajmniej sprawi, że oczy zaczną łzawić (nie ze wzruszenia). Walka o życie, strach, desperacja i przede wszystkim zaszczucie. Stukacz, stukacz, stukacz.
Pewnie, zdarzają się naciągane fragmenty, choć wszystkie w granicach konwencji kapitalnego i realistycznego filmu akcji, tym bardziej nie dziwi, że ekranizacja już podobno powstaje. Roslund i Hellström umiejętnie splątali fakty i fikcję. Te pierwsze to przede wszystkim obraz funkcjonowania systemów policyjnych i penitencjarnych, bezlitosnych decyzji u szczytu władzy, klasycznego umywania rąk i składania na ołtarzu kozła ofiarnego (którym najczęściej zostaje zdekonspirowany informator). Fikcję stanowi Hoffmann i pozostali bohaterowie powieści, choć obstawiam, że jedyne co w ich przypadku jest wymyślone to nazwiska. Trudno zakładać, że ludzie im podobni nie istnieją w rzeczywistości.
Niestety, zabrakło w „Trzech sekundach” sceny seksu. Na pocieszenie dostajemy opis montażu dyktafonu w odbytnicy. Zawsze to coś, a dla przyszłych szpiegów będzie jak znalazł.

Kiedy byłem mały i moja wyobraźnia często przejmowała nade mną kontrolę (nadal to się zdarza, ale znacznie rzadziej), to leżąc w ciemności zwracałem baczną uwagę, by żaden fragment mnie nie wystawał poza obręb łóżka i szczelnie przykrywałem się kołdrą. Po prostu nie chciałem dawać czającym się w mroku potworom możliwości, by mnie wciągnęli pod łóżko, na przykład za wystającą stopę (z bąblami i strupkami po ukąszeniach komarów). W przypadku „Trzech sekund” byłem trochę nieuważny, dałem się zaskoczyć i najzwyczajniej wciągnąć, choć nie pod łóżko (mam zabudowane, więc śpię spokojniej). Nie powiem, żeby nie było przyjemnie. Ot, miłe zaskoczenie mnie spotkało.
Potworów pod łóżkiem życzę z kolei wydawnictwu Albatros, za to, że na notce z tyłu okładki* streścili 3/4 treści książki, wraz z istotnymi twistami fabularnymi. Nie jest to pierwszy raz (przypomina mi się „Chłopiec z latawcem”, gdzie w ramach zachęty wydrukowano streszczenie niczym ze szkolnego Bryka), więc to najwyraźniej przykra tendencja wydawnictwa. Osobom za to odpowiedzialnym należy się karny jeżyk, a potencjalnym przyszłym czytelnikom polecam omijać ostatnią stronę okładki. I tylko nią, bo w poszukiwaniu wypchanego akcją thrillera, warto po „Trzy sekundy” sięgnąć.

* Börge Hellström, Anders Roslund, „Trzy sekundy”, tłum. Wojciech Łygaś, wyd. Albatros, Warszawa 2012

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Trzy sekundy – Börge Hellström, Anders Roslund

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s