Drwal – Michał Witkowski

Mając lat kilka, które przepoczwarzyły się następnie w lat kilkanaście, znałem pewnego Michała Witkowskiego. Grał z nami w kapsle oraz zbierał puste puszki po piwie, by następnie z dumą prezentować je na meblościance, przy okazji zasłaniając swoją kolekcją braki w tapecie – takie były wtenczas trendy. Włosy początkowo ścinał na grzybka (niektórzy mówili, że „od garnka”), potem zaczesywał do tyłu na wodę z cukrem, a jego podwórkowy pseudonim brzmiał Spieprzaj. Poważnie – lubił się tak ordynarnie wyrażać, a nam zabrakło inwencji twórczej, więc Michał został oficjalnie Spieprzajem i nie wydawał się tym faktem urażony. Nie sądzę jednak, by Michał Witkowski, autor „Drwala”, był tym samym Michałem Witkowskim, który pożyczał ode mnie kartridże do Pegasusa. Szkoda, bo moje szanse na egzemplarz książki z autografem znacznie by wzrosły. Tymczasem przeczytałem „Drwala” i muszę przyznać, że jestem nieco skonfundowany. Nie wiem, na ile ta powieść jest oparta na autentycznych wydarzeniach, a ile w tym wszystkim zgrywy (moja intuicja podpowiada mi, że mnóstwo), ale wygodniej dla wszystkich będzie, jeśli potraktujemy „Drwala” jak najmniej poważnie. Wówczas można przy lekturze wyśmienicie się bawić i mrużąc oczy – raz jedno, raz drugie, czasem oba jednocześnie – wyławiać z treści umyślnie osadzone stereotypy, brawurową autoironię Witkowskiego, niesamowite zbiegi okoliczności i w większości kapitalne żarty. Bo choć „Drwal” został oficjalnie sklasyfikowany jako kryminał, to mam wrażenie, że nawet w tym autor widzi psotę.

Michał Witkowski jedzie nad morze. Moment na tę wyprawę wybiera cokolwiek nieatrakcyjny, ale robi to z premedytacją. Ciekawe, wszakże nie ma wiele bardziej przygnębiających miejsc, niż posezonowe, jesienne Międzyzdroje i okolice.

Międzyzdroje, odarte z ostatnich letnich iluzji i marzeń o Las Vegas, stały w kałuży jak stara, szczerbata pastewna kurwa, która dostała nożem i stoi we krwi kapiącej po nogach, gapi się wytrzeszczonymi oczami, sika sobie po nodze. Ale choćby tak stała z nożem w boku, żaden uczciwy tir nie zwolni i się nie zatrzyma, bo nie chce się zarazić kiłą posezonową. [1]

Jednak Witkowski ma w tym karkołomnym wyjeździe cel – szuka inspiracji i materiału na kryminał, który wreszcie przyniesie mu sławę, na jaką zasługuje jako prozaik (toż kryminały nawet na stacjach benzynowych sprzedają). Wprowadza się do tytułowego drwala (który z drwalem ma tyle wspólnego, że nosi flanelową koszulę plus czasem porąbie drewno do pieca), mieszkającego w budzącej grozę chatce, obowiązkowo odosobnionej w środku lasu i rozpoczyna swój pisarski risercz. A ten – rzecz jasna! – prowadzi bohatera do pilnie strzeżonych tajemnic, niewyjaśnionych morderstw, kobiecej femme fatale (międzyzdrojska Brigitte Bardot, a jak!), miejscowych gangsterów, afery biznesowej i uzależnienia od leków uspokajających. Sama intryga jest jednym wielkim figlem autora (z kategorii „ja wam pokażę!”) i trudno o dreszcze oraz wypieki na twarzy podczas lektury, za to uśmiechnąć się jest do czego.

Teoria brzmi, iż głównym bohaterem jest sam Michał Witkowski. Otóż nie. Bohaterem jest ironiczny autoportret „tej cioty” Michała Witkowskiego. Imponując dystansem do samego siebie, autor odzwierciedlił w powieściowym Michale prawdopodobnie wszystkie plotki dotyczące jego osoby, wszelkie oczekiwania krytyków związane z jego twórczością i własne przywary, których jest samokrytycznie świadomy. Ale pisarz nie poprzestaje na złośliwościach skierowanych jedynie w stronę lustra. Bez nadęcia i w zabawny sposób zgrywa się z całego otoczenia, śmierdzącego starymi, wilgotnymi ubraniami, kanapkami z pasztetową i pętem kiełbasy spakowanej na drugie śniadanie w pracy.
Chwali towarzyskość rodaków:

Rozklekotany zrazu się wzbraniał, że nadciśnienie i po wylewie, po zawale, po śmierci klinicznej i po padaczce, ale dla towarzystwa oczywiście, jak najbardziej, kieliszeczek, dwa, litr. I jak się przypiął do kieliszka, tak pół litra znikło. [2]

Sławi nasz niebanalny gust:

Nad otomaną na ścianie wisiał dywan i on się na ten dywan patrzył. Pewnie się dziwił, że dywan, a na ścianie. [3]

Darzy uznaniem naszą oszczędność:

– Spuścić wodę czy będziesz jeszcze szedł? [4]

I podziwia naszą niewątpliwą religijność:

Miej, Boże, nieistniejąc, miej w opiece me serce, nieistnienie nie jest aż tak absorbujące. [5]

„Drwal” stanowi udaną lekturę, jeśli się wyzbyć gatunkowych oczekiwań. Treść to istna paćka, w której nic nie trzyma się kupy, jedynie fabuła nosi znamiona zwartej, choć szwy nie należą do solidnych. Ale to paćka zabawna, odprężająca po ciężkim, rozczarowującym po raz kolejny brakiem seksu dniu. Dystans, ironia, zabawne subtelności, ale również celna obserwacja społeczeństwa, przekuta na kapitalne fragmenty. No i specyficzny wątek – nie wiem, czy nie na wyrost tak go tak określę – miłosny. Michał Witkowski jawi mi się jako całkiem sympatyczny facio i jestem o tym na tyle przekonany, by w przyszłości sięgnąć po „Lubiewo” jego autorstwa. A co, niech ma.

Aha. Powieść jest nominowana do nagrody Nike. Fajnie, ale chyba wolę Jacka Dehnela i jego „Saturna”. Michał, przepraszam.

[1] Michał Witkowski, „Drwal”, Świat Książki, Warszawa 2011, str. 151
[2] tamże, str. 67
[3] tamże, str. 173
[4] tamże, str. 140
[5] tamże, str. 321

Reklamy

6 uwag do wpisu “Drwal – Michał Witkowski

  1. Podoba mi sie teoria, ze bohaterem jest ironiczny autoportret Witkowskiego ;-)). Nie pomyslalam o tym przy czytaniu, ale chyba racja :-).

  2. Świetna książka. Właśnie to, że nie trzyma się kupy jest najlepsze. Bawi mnie jego autoironia. O stylu gombrowiczowskim nie będę wspominać, bo już wszyscy go tak porównują. Lubiewo też polecam, choć niektórych” zniesmacza” erotyzm tej książki, często wulgarny, gdzieś ze sfery tabu.Pzdr. Lena

  3. Nata pisze:

    Przeczytałam jakieś pół roku temu, mam ochotę (a rzadka to ochota) na powtórkę. I nawet jestem bardziej po „Drwalu” zachęcona do „Barbary Radziwiłłówny” – bo tutaj klęska, na tym polu.
    z Nike mam problem – choć to zupełnie inne książki, to nie potrafię wybrać między Dehnelem i Witkowskim. Obie książki zasłużyły sobie.

    (ulubiony motyw z „Drwala”: Eva Braun w bunkrze! i: nakupować lujowi!)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s