Gambit turecki – Boris Akunin

Przed lekturą zastanawiałem się intensywnie, jak mocno musiałbym przymrużyć oczy, by dostrzec sens w spisywaniu wrażeń z drugiego tomu przygód Erasta Fandorina. Bo przecież czym nowym mógłby mnie zaskoczyć Akunin, abym miał potrzebę uwiecznić to na tych e-stronach, a czego nie zrobiłem już wcześniej, przy okazji spisywania przeżyć związanych z „Azazelem”? No czym? Musiałby chyba złapać tom pierwszy za metaforyczne nogi i tak długo nim potrząsać, by z jego równie metaforycznych kieszeni wypadły wszystkie pojedyncze elementy powieści. Następnie byłby zmuszony poukładać tę mozaikę na nowo. Byłoby to niezwykle ryzykowne zagranie, szczególnie, że „Azazel” przyjęty został wyjątkowo ciepło (również przeze mnie) i w zasadzie nie było potrzeby, by cokolwiek diametralnie zmieniać w jego założeniach, wystarczyło pociągnąć do dalej. Grzebanie w sprawnie działającej machinie jest głupie, zuchwałe, ale również ambitne. I wiesz co? Akunin okazał się cholernie ambitny, bo „Gambit turecki” to powieść szokująco odmienna od „Azazela”, a jednocześnie tak samo dobra.

Krótko o fabule, aby nie streścić zanadto tej niewielkiej objętościowo książki.
Rok 1877 (rok po brawurowej akcji „Azazela”), trwa wojna rosyjsko-turecka, a pośród bitewnej zawieruchy poznajemy Warwarę Suworow, dzielną kobietę poszukująca na froncie swojego… przyjaciela? narzeczonego? – sama nie potrafi się zdecydować, jak go nazwać. Ech, kobiety! Niezwłocznie (bo akcja rozwija się dynamicznie) na scenę wkracza Erast Fandorin, wprzódy ratując damę z tarapatów, by następnie uratować ją po raz drugi z opresji jeszcze większych. Oboje ostatecznie trafiają do obozu wojska rosyjskiego, gdzie Warwara desperacko rozgląda się za swoim ukochanym, natomiast Fandorin mknie czym prędzej do sztabu, by podzielić się z generałami istotną informacją, mogącą zadecydować o losach wojny. Dalej wydarzenia potoczą się błyskawicznie w myśl sloganu „romans, wojna, szpiedzy”, a czytelnik do ostatnich stron ma zapewnioną wciągającą lekturę, gwarantuję.

No dobra, ale nie oszukujmy się, bo warstwy fabularnej to akurat spodziewaliśmy się nowej. Cóż więc zaskoczy czytelnika zaznajomionego z tomem pierwszym, sięgającego jednocześnie po tom drugi? Porównajmy:

O ile „Azazela” można było nazwać powieścią detektywistyczną, tak „Gambit turecki” wyraźnie dryfuje nurtem powieści szpiegowskiej, mocno powiązanej z sytuacją historyczno-polityczną Rosji (i nie tylko). Wbrew pozorom różnica jest kolosalna i gdyby nie pewne elementy, trudno byłoby połączyć te dwa odmienne nastrojowo tomy – to raz.

Właśnie – nastrój. Próżno tu szukać nieco niefrasobliwych postaci (choć powraca m. in. hrabia Zurow, żwawy i nonszalancki jak zawsze) oraz luźniejszych motywów znanych z „Azazela”. Jest znacznie poważniej, wszak życie na tyłach frontu wojennego (gdzie ma miejsce większość wydarzeń powieści) i ginący wokół ludzie nie sprzyjają komizmowi i kpiarskiemu podejściu. Czytelnik ma wrażenie, że otaczają go wąsaci mężczyźni. Mnóstwo wąsatych, poważnych i uzbrojonych mężczyzn. A jednak autor znajdzie chwilę, by bezwzględnie wypunktować i uwypuklić ułomności oraz przywary kobiecej natury (kokieteria, próżność, ciąg do komplementów) – to dwa.

Erast Fandorin, ten urzekający, naiwny młodzieniec znany nam z lektury „Azazela” jest w „Gambicie tureckim” cieniem samego siebie. Jest na tyle nieżyciowy, że Akunin zdecydował się umieścić go nieco na drugim planie. Jak to?, zapytasz. Otóż główną bohaterką powieści jest teraz Warwara Suworow! To z jej perspektywy śledzimy rozwój szpiegowskiej intrygi, co w dużym stopniu ułatwia Akuninowi wytykanie kobietom niedoskonałości, wpychając je w usta samokrytycznej bohaterki. To Waria jest pryzmatem, przez który obserwujemy przedwcześnie posiwiałego ze zmartwień i uroczo jąkającego się Fandorina. Niezwykle zaskakujące zagranie autora, ale – uspokajam – samego Erasta nie zabraknie – to trzy.

Doprawdy, trudno wskazać między „Azazelem” i „Gambitem tureckim” jakieś wyraźne cechy wspólne, pomijając nazwiska autora i głównego bohatera. Drugi tom cyklu o Eraście Fandorinie wypada na tle tomu pierwszego cudownie świeżo i nie sposób określić, który jest lepszy. To już zależy od preferencji czytelnika. Osobiście dałem się przyjemnie zaskoczyć i już czujnie zacieram dłonie na myśl o tomie trzecim.

Powiązane:

Tom 1. – „Azazel”

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Gambit turecki – Boris Akunin

  1. koval pisze:

    Dużo słyszałem o tej książce. Ciesze się że mogłem czytnąć Twoje myśli na jej temat i już wiem że na pewno pocisnę do księgarni. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s