Anatomia. Monotonia – Edy Poppy

„Zmysłowa seria” brzmi intrygująco, choć nie należy zapominać o fakcie, iż poprzednia powieść wydana w ramach tego cyklu – „Jedenaście tysięcy pałek” Apollinaire’a – ze zmysłowością miała tyle wspólnego, co rabunek, zbiorowy gwałt, zasztyletowanie ofiary i ponowny zbiorowy gwałt na zwłokach. Delikatnie pisząc. Tym razem dobrano jednak znacznie bardziej adekwatną do zobowiązującej nazwy serii lekturę. „Anatomia. Monotonia” uderza w zdecydowanie subtelniejsze tony i odnoszę wrażenie, że jest lekturą na wskroś kobiecą – pisaną przez kobietę, o kobiecie i dla kobiety. Tak, wiem, mężczyźni też mogliby się z powieści czegoś nauczyć, ale cóż poradzić, skoro wolą oni zjeść goloneczkę, drapiąc się po wydatnym brzuchu, donośnie przy tym sapiąc, a potem narzekać „się nażarłem, nie mogę się ruszyć, gdzie pilot?!”. Nie oszukujmy się – powieść Edy Poppy by ich raczej od tego pilota nie oderwała (a już od golonki to na pewno), ale w ramach solidarności plemników dodam, że mnie do ponownej lektury najprawdopodobniej też nie udałoby się zagonić. Raz wystarczy.

Vår i Lou są małżeństwem, choć dosyć niepowtarzalnym. Ona zarabia na życie pozowaniem nago i zalicza przygodny, pozbawiony uczuć seks z każdym nieznajomym, którego spotka. On angażuje się w romans z nastolatką, spaceruje z nią za rękę i karmią łabędzie w parku. Bułką. Co jednak w tym wszystkim najbardziej frapuje, to fakt, iż małżonkowie są świadomi wzajemnych przygód i świadomie sobie na nie przyzwalają. Ba, nawet im to nie przeszkadza w uprawianiu zmysłowego seksu, wzajemnym obdarzaniu się uczuciami oraz organizowaniu trójkątów. Wolny związek – marzenie każdego faceta! Ale czy aby na pewno? Sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli, gdy Lou podejmuje z małżonką ryzykowną grę. Stawia on na szali swój, noszący znamiona romantycznego, związek z nastolatką i rzuca wyzwanie Vår – jeśli uda jej się zakochać w jakimkolwiek mężczyźnie, on przerwie swój romans. Podniecające? Intrygujące? Głupie? Trudno sobie wyobrazić, by tego rodzaju układy miały jakieś poparcie w rzeczywistości, ale może jestem najzwyczajniej w świecie zbyt słabo wyzwolony. Po prostu nie przemawia to do mnie i jakoś nie pozwoliło wejść w lekturę.

„Anatomia. Monotonia” traktuje nagość, fizyczność i seks bezpruderyjnie, naturalnie, wręcz surowo. Bohaterka wyraźnie oddziela sfery seksu i miłości, wychodząc z założenia, że tylko jedna osoba zasługuje, by otrzymać i jedno i drugie. Jednak nie zacieraj dłoni na wyszukane sceny, bo tych tutaj względnie niewiele. Edy Poppy skupia się bowiem na tych duchowych aspektach dotyczących partnerstwa, wyzwolenia i granic swobody, posiadania oraz byciu w posiadaniu, różnicy między zazdrością a zaborczością. Często jest sentymentalnie, symbolicznie, nostalgicznie i melancholijnie, a bohaterka dużo uwagi poświęca wrażliwości zmysłów. Znaczenie wzroku i dotyku jest oczywiste, ale właśnie dźwięki, zapach i smak są tutaj wyraźnie wyeksponowane jako nieodłączny element atmosfery uczuciowej. Przecież nie bez powodu określa się to zmysłowością i byłoby nieuczciwie zawężać jej odbiór do jedynie dwóch zmysłów.

Wszystko fajnie, bo trudno tak uczuciowe podejście autorki zaliczyć jako wadę, choć niektórzy oczekiwaliby zapewne nieco bardziej wyuzdanej lektury. Problem leży w tym, że zainteresowanie powieścią maleje z każdą przewróconą kartką. Vår, kleptomanka i pisarka, snuje się naga po mieszkaniu, namiętnie myśli o mężczyznach jej życia, nasłuchuje dźwięków Londynu, pisze książkę o Ragnhild, czyli o sobie. Z czasem ta rutyna staje się dla czytelnika nużąca, męcząca i (nomen omen) monotonna, a na domiar złego bohaterka lubuje się w złotych myślach, których nie powstydziłby się sam Paulo Coelho. Kiedy przeczytałem fragment o tym, że życie to maskarada, gdzie zakładamy odpowiednie do okoliczności maski, to musiałem się upewnić czyją powieść czytam. Końcówka książki wręcz zlewa się w jeden miałki, sentymentalnie romantyczny bełkot i przyznaję, że wymagało nieco uporu, bym dobrnął do ostatniej strony. Niestety, te wady deklasują powieść w moich coraz słabiej widzących oczach, więc nie mogę z czystym sumieniem jej polecić, bo dłoni nie dam sobie uciąć, że się spodoba. Szanse na pozytywne jej przyjęcie rosną, jeśli jesteś kobietą. Inny poziom i rodzaj wrażliwości, którym dysponuje płeć nadobna, być może pozwoli czytelniczce dostrzec w „Anatomii. Monotonii” coś, co przegapi większość mężczyzn.

Na koniec humorystyczny aspekt i ciekawostka. Wydawnictwo W.A.B. skompromitowało się na odwrocie okładki (wydanie I, Warszawa, 2011), myląc całkowicie imiona bohaterów powieści. Żenujące, że za tak reprezentatywny tekst odpowiada ktoś, kto powieści nie czytał. W kolejnych wydaniach ulegnie to zapewne poprawie, ale ja mam to na papierze.
Ciekawostka również dotyczy okładki tego wydania, a konkretnie zdjęcia na niej wykorzystanego. Fotografia autorstwa Cyrila Albert-Gotranda przedstawia nikogo innego, jak autorkę powieści we własnej osobie, choć w sumie nie wiem, po co ona leży na schodach. Cyril jest pierwowzorem Lou, tak jak Vår jest kopią autorki – Ragnhild Moe (Edy Poppy to pseudonim).
Koniec ciekawostki.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Anatomia. Monotonia – Edy Poppy

  1. „O matko, co to za okładka ?” było moją pierwszą reakcją po zobaczeniu książki. No cóż, naprawdę miałam nadzieję, że dowiem się czemu ta kobieta leży naga na schodach, jeszcze tak dziwacznie wykręcona. Miałam ochotę na książki z tej ‚serii’ jeśli mogę to tak określić, ale widzę, że chyba lepiej odpuścić na rzecz innych lektur.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s