Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg – John le Carré

Wydawnictwo Świat Książki przy okazji tego wydania (Warszawa, 2011) dopuściło się podwójnej zbrodni. Gwałtu z rabunkiem. Gwałt polega na powszechnym, choć znienawidzonym przez czytelników wydaniu książki z okładką nawiązującą do ekranizacji danej powieści. Pal licho okładkę, takie prawa rynku, jestem w tej kwestii wyrozumiały. Gorzej, że pozwolono sobie przy okazji dokonać brutalnej kastracji tytułu powieści. Z uroczego oraz śpiewnego „Druciarza, krawca, żołnierza, szpiega” został sam „Szpieg” – beznadziejnie banalny i kompletnie nieintrygujący. Hańba i profanacja, więc w ramach buntowniczego protestu będę się posługiwał jedynym słusznym tytułem, a co! Musiałem to z siebie wyrzucić, a teraz do rzeczy.
Mam wrażenie, że powieść szpiegowska jest nieco zaniedbana, szczególnie w zestawieniu z kryminałami. Przyznam szczerze, że sam na śmierć zapomniałem o tym gatunku, a przecież posiada on tak charakterystyczne założenia oraz własną, wyraźną tożsamość, która pozwala mu budować napięcie, niekoniecznie angażując w to niewyjaśnione, wyrafinowane morderstwa i kolejne szybko stygnące zwłoki. Nadrabiając gatunkowe zaległości sięgnąłem więc po świeżo zekranizowanego „Druciarza, krawca, żołnierza, szpiega” i zaiskrzyło między nami. Powieść dosłownie pochłonąłem wzrokiem, miętoląc przy lekturze nieświadomie kosmykiem włosów na własnej potylicy – taki nawyk, co zrobić.

Deszczowy, przygnieciony szarymi chmurami Londyn (a jest w naszej galaktyce jakiś słoneczny Londyn?). Lata 70. XX wieku. W Cyrku (nazwa pochodzi od skrzyżowania, przy którym mieści się siedziba agencji – Cambridge Circus), fikcyjnej, ale bazującej na MI6 służbie wywiadowczej jest kret. Głęboko zakonspirowany, prawdopodobnie przykryty wysokim stanowiskiem sowiecki agent. Podejrzany jest każdy, więc na potrzeby śledztwa do łask wraca emerytowany George Smiley – były agent Cyrku, znający jego struktury, członków i sposoby działania. Nasz bohater ochoczo zabiera się do działań mających na celu wykrycie szpiega, naświetlenie spisku i wyciągnięcie z tej wiedzy jak największych korzyści. Smiley z grupką zaufanych współpracowników odświeża więc dawne znajomości oraz zatarte wspomnienia i zaczyna intensywnie grzebać w przeszłości, również, a może przede wszystkim, swojej. Gdzieś w tle głównego wątku majaczy zdrada Ann, żony Smiley’a, a także spektakularne fiasko wywiadu brytyjskiego podczas operacji w Czechach, w efekcie którego poleciało kilka niewinnych głów, kozłów ofiarnych, w tym posiwiała łepetyna naszego emeryta.

Jest szpiegowsko. Smutna atmosfera, w której obracają się przytłoczeni życiem bohaterowie, żmudnie i bez entuzjazmu wykonujący swoją rutyniarską pracę, wpływa na czytelnika i może zmęczyć. Nie byłem jeszcze nigdy międzynarodowym szpiegiem (wszystko przede mną), ale mam wrażenie, że właśnie tak wygląda ich codzienność, a na działania najsłynniejszego szpiega, Jamesa „wstrząśniętego, nie mieszanego” Bonda mogą oni patrzeć z politowaniem. Przemawia za tym również fakt, iż John le Carré pracował w brytyjskim wywiadzie, tropiąc sowieckich agentów, więc kompetencji raczej mu nie brakuje. Rzecz jasna, nie zabraknie w „Druciarzu, krawcu, żołnierzu, szpiegu” elementów bez których powieść szpiegowska nie mogłaby się obejść – umiejętnie zakonspirowane siatki agentów rozrzucone po całym świecie, fikuśne kryptonimy operacji, tajemnicze pseudonimy zaangażowanych szpiegów, ściśle tajne akta, jeszcze bardziej ściśle tajne i poufne akta, informatorzy, podwójni agenci, okazujący się potrójnymi agentami. Autor dzieli się z nami także kilkoma przemyconymi w treści sztuczkami i metodami szpiegowskimi, więc element edukacyjny lektury odnotowano.

Le Carré buduje napięcie powieści przy pomocy niezwykle subtelnych zabiegów. Cała intryga pozbawiona jest widowiskowości, nie spodziewaj się więc wymiany ognia, pościgów, czy postronnych osób w roli żywej tarczy. Nie oznacza to jednak, że jest nudno. Tutaj cała intryga opiera się na dialogach, dwuznacznościach ukrytych w ich treści, bystrym łączeniu faktów. Nie zabraknie poufnych spotkań agentów i rozmów przeprowadzanych w autach, gdzieś na odludziu. Będzie trochę obserwacji, nieco śledzenia przez tajemnicze, ukryte w cieniu persony (obowiązkowo w kapeluszu i płaszczu z postawionym na sztorc kołnierzem). Taki już wysublimowany urok tej powieści szpiegowskiej, gdzie najbardziej emocjonującym fragmentem można określić tak niepozorne działanie, jakim jest wykradanie tajnych akt z archiwum Cyrku. Misternie uknuta, dopięta w każdym szczególe operacja, poparta precyzją i zimną krwią agenta rzeczywiście podnosi ciśnienie czytelnikowi, a ja sam czułem się przynajmniej tak rozemocjonowany, jak podczas ściągania na maturze (i tak mi się nie udało). Różnica polega na tym, że wtedy odpowiedzialność za wpadkę brałem na siebie i choć podczas lektury „Druciarza, krawca, żołnierza, szpiega” konsekwencje niepowodzenia nie spadały na mnie, to jednak odczułem przyjemny dreszcz podniecenia, a to już świadczy o powieści jedynie pozytywnie.

To specyficzna książka, posiadająca jednak swój niezaprzeczalny magnetyzm. Napełnia ona czytelnika przekonaniem, że trafił pomiędzy dżentelmenów, którzy nie zawahają się pozbyć każdego, kto w jakikolwiek sposób stanie się dla nich zagrożeniem. I zrobią to czysto, skrupulatnie, bez najmniejszego wyrzutu sumienia, a i w papierach będzie porządek. Witaj w Cyrku, jednak nie licz na kobietę z brodą.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg – John le Carré

  1. z la Carrem spotkałem się raz: za pośrednictwem „Wiernego ogrodnika”. Od tamtej pory obchodzę go szerokim łukiem. Nie wiem na ile dzisiaj podpisałbym się pod ówczesnymi wrażeniami, ale zapamiętałem go jako grafomana i nudziarza. Może czas najwyższy dać mu kolejną szansę ;-)

  2. Owszem, może stylistyką powieść nie powala, ale grafomanem autora też bym nie nazwał. Jest surowo i bez udziwnień, ale osobiście nie nudziłem się ani przez moment – może to kwestia apetytu, który akurat miałem na tego rodzaju lekturę. „Druciarza, krawca, żołnierza, szpiega” (1974) i „Wiernego ogrodnika” (2001) dzieli ponad ćwierć wieku i opcje są dwie:
    1. „Wczesny” Le Carre pisał znacznie lepiej, a im bliżej naszych czasów, tym jego forma pisarska słabła, stąd grafomania w „Wiernym ogrodniku” – wtedy „Druciarz…” Ci powinien posmakować lepiej;
    2. Forma Le Carre rosła z każdym kolejnym rokiem i każdą kolejną powieścią, ale skoro „późny” Le Carre Ci nie podszedł, to trudno oczekiwać, że wczesny i mało wyrobiony zachwyci.
    Sam osądź, która opcja jest bardziej prawdopodobna, ja się uchylam od opdpowiedzialności ; ]

  3. Sara pisze:

    Miałeś okazję czytać Scotta Lyncha? Jeśli nie, szczerze zachęcam. Śledzę Twoje recenzje od jakiegoś czasu i mam przeczucie, że by Ci się spodobało :)
    Pozdrawiam serdecznie.

  4. Wciąż się waham czy sięgnąć za książkę przed obejrzeniem filmu, który niezły jest ponoć. Kiedyś czytałem „Krawca z Panamy” i było okej, ale jednak nie powaliło mnie na tyle by szukać kolejnego LeCarre’a. Właściwie ponownie się nim zainteresowałem właśnie za sprawą ekranizacji, a teraz również za sprawą Twojej recenzji. Może sprawdzę czy uda mi się „Szpiega” wcisnąć gdzieś do mojej czytelniczej kolejki :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s