Perfekcyjna niedoskonałość – Jacek Dukaj

Choć powieści Jacka Dukaja uwielbiam za każdorazową ucztę literacką, na którą zaprasza mnie autor, to jednak nie zdarzyło mi się komukolwiek ze znajomych polecić jedną z jego książek. Sam nie wiem dlaczego, ale podejrzewam o to moja egoistyczną naturę. Nie mam potrzeby zachwalać twórczości Dukaja, a co więcej, chwilami mam wrażenie, że chciałbym jego powieści zachować tylko dla siebie. Tak jak sceptycznie podchodzę do założeń trójkąta, bo nie lubię się dzielić partnerką jak chrupkami w piaskownicy i brak mi podzielności uwagi, tak na Dukaja chciałbym również mieć czasami wyłączność, poczuć się wyjątkowo, nie zginąć w oceanie partnerów. To znaczy na Dukaja powieści, nie jego osobiście, żeby była jasność. Mam nadzieję, że pan Jacek nie poczuje się rozczarowany tym odrzuceniem przeze mnie jego cielesnej powłoki.
„Perfekcyjna niedoskonałość”, poza faktem, że jest powieścią o niezwykle udanym i chwytliwym tytule, stanowi (po raz kolejny u Dukaja) czytelnicze wyzwanie. Nikogo już nie powinno dziwić, że po rozpoczęciu lektury, czytelnik zadaje sobie pytanie „o czym ja w ogóle czytam?”, co dla mnie jest niewątpliwą zaletą, bo ten mur początkowego niezrozumienia wbrew pozorom nie jest ani trochę zniechęcający, motywuje wręcz. Pomimo wstępnego zagubienia, za każdym razem intuicyjnie brnę przez kolejne strony, zauroczony atmosferą powieści, jej nieodgadnioną aurą i obrazowymi, nadającymi realizm szczegółami, które jednocześnie niezwykle dekorują treść. Nie oszukam siebie – zapewne nie wszystkie założenia „Perfekcyjnej niedoskonałości” ogarnąłem wyobraźnią i bezproblemowo zrozumiałem, bo to powieść naszpikowana pojęciami z nauk ścisłych, ale ani przez moment nie przyszło mi przez myśl, by zrezygnować z lektury. A dla mnie to oznacza bardzo wiele.

Wyobraź sobie, że bawisz się na weselu córki wpływowego arystokraty, na które zaproszona jest cała śmietanka towarzyska, poczynając od szlachetnie urodzonych, poprzez rekinów biznesowych, a na politycznie uprzywilejowanych osobistościach kończąc. Pozornie trudno Ci dostrzec jakiekolwiek niezwykłe elementy codzienności, szczególnie, że jesteś już po paru głębszych (w końcu to wesele, prawda?). Za wyjątkowy wypadałoby jednak uznać drobny epizod, w którym ciało ojca panny młodej brutalnie na połowy rozrywa tajemnicza zabójczyni. A wesele trwa nadal, bo przecież takie atrakcje zdarzają się co tydzień. To nie koniec rozrywki! Dowiadujesz się, że koniec XXI wieku, w którym (jak Ci się wydawało) żyjesz, miał miejsce VII wieków temu. Odnaleziono Cię we wraku statku kosmicznego i przywrócono do życia, zapełniając pustą skorupę ciała wspomnieniami Adama Zamoyskiego, bo tak się nazywałeś. Jesteś na bieżąco poddawany cenzurze percepcji, nie widzisz, nie słyszysz i nie czujesz tego, co mogłoby zdradzić przed Tobą fakt, że jesteś jedynie maskotką i kukiełką na sznurkach posthumanistycznych bytów. Tymczasem proroctwa uparcie twierdzą, że odegrasz znacząca rolę w dalszych losach świata. Nagle, z zagubionego zmartwychwstańca stajesz się wplątanym w intrygi pępkiem wszechświata. Jak się odnajdziesz? Komu uwierzysz?
Najtrafniej położenie Zamoyskiego określa cytat:

„Ile potrafiłbyś wyjaśnić ze swojego świata jakiemuś średniowiecznemu wieśniakowi? Już w żarówkę musiałby on uwierzyć”*

To jedynie bardzo, ale to bardzo powierzchowne naszkicowany zarys fabularny „Perfekcyjnej niedoskonałości”, bo brakuje mi umiejętności krótkiego opisania czegoś, co jest najzwyczajniej w świecie rozbudowane, wielowymiarowe i skomplikowane. To powieść trudna w lekturze ze względu na występujący często naukowy bełkot, w którego zrozumieniu starają się pomóc encyklopedyczne definicje, ale te mają to do siebie, że laikowi często bardziej zagmatwają w głowie, niż pomogą. Jednak Dukaj subtelnie przychodzi w sukurs czytelnikowi, często kierując rozmowę bohaterów na odpowiednią tematykę, a wyjaśnienia padające w trakcie jej trwania są już znacznie lepiej przyswajalne. Poczytamy więc o rozwoju ludzkości, o jej dążeniu do doskonałości, o wewnętrznym pojedynku z wiarą (nie tyle w pojęciu religii, co świadomości), o starciu z proroctwem oraz przeznaczeniem, poznamy rozumienie określenia „ja”, „czas”, „byt”, „ewolucja”. Wraz z Adamem Zamoyskim w wolna pojmujemy realia, w których się znaleźliśmy.

Dukaj oprócz charakterystycznie edukacyjnej warstwy powieści, po raz kolejny proponuje nam wyzwanie dla wyobraźni. Poczekaj, aż razem z Zamoyskim i Angeliką dostaniesz się do Saka – wtedy natychmiast zrozumiesz o czym piszę. Porozrzucane niczym puzzle fragmenty otoczenia, ptaki o trzech głowach, smoki (łatwo odnotować sympatyczny ukłon w kierunku Tokiena), brutalny gwałt na fizyce, przestrzeni, czasie oraz logice. Obłędnie to wszystko wypada, a czytelnik czuje, że imaginując sobie te niesamowite opisy, autentycznie się wzbogaca i rozwija. Dukaj ani przez moment nie zwalnia, fascynując kolejnymi tworami wyobraźni, nie popadając przy tym jednocześnie w kicz i groteskę – a to już dzięki bohaterom i ich reakcjom.

Postaci w powieści nie uświadczymy wielu, ale każda jest nakreślona z czuciem i niekoniecznie jednoznaczną wizją. Pominę już Zamoyskiego, bo dosyć o nim było, ale nie wiem jak Dukaj to robi, że po raz kolejny udało mu się stworzyć kobiecą bohaterkę, która w jakiś nieokreślony sposób na mnie działa. Temperamentna, wyrazista, kusząco kobieca – w druku to tylko suche cechy, ale umiejętnie połączone, przyozdobione kilkoma gestami i reakcjami, tworzą pociągającą kobietę, którą Zamoyski pożąda. I ja to w zupełności rozumiem. Jednocześnie ich relacja pozbawiona jest patetycznego nadęcia, romantycznych uniesień, choć muszę przyznać, że autorowi pięknie udało się określić w czym tkwi urok obserwowania śpiącej kobiety, którą darzy się szczególnym uczuciem.

Czy „Perfekcyjna niedoskonałość” jest przeintelektualizowana? Nie sądzę, wszak poruszałem się po jej treści intuicyjnie, a trafiając na jakieś nowe, niezrozumiałe zagadnienie, byłem przekonany, że Dukaj jeszcze do niego wróci, a ja będę miał okazję doznać oświecenia. Z każdej strony spływała na mnie czysta przyjemność lektury wymagającej, chwilami rzeczywiście trudnej, ale satysfakcjonującej. W przypadku niezrozumienia jakiegoś zagadnienia pozostawało mi po prostu uwierzyć, że tak jest. Tak jak średniowieczny wieśniak musiałby uwierzyć w żarówkę. Po prostu.

* Jacek Dukaj, „Perfekcyjna niedoskonałość”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2010, str. 78

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Perfekcyjna niedoskonałość – Jacek Dukaj

  1. Dukaja nie poleca się ze względu na ryzyko związane z odbiorem jego prozy. Nie jest łatwo określić komu się spodoba, a komu nie. Mnie do gustu przypadła jego twórczość, ale staram się ją dawkować bardzo oszczędnie. Ale, z drugiej strony, nie ma wielu pisarzy tej klasy na rynku polskim: Dukaj nie sprzedaje hot-dogów, on żąda myślenia, obiecuje ból głowy, wymusza na czytelniku współpracę. To dobre ćwiczenie, od czasu do czasu ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s