Jądro ciemności – Joseph Conrad

Czy Joseph Conrad, a właściwie Józef Teodor Konrad Korzeniowski był rasistą? Pewnie sam tego do końca nie wiedział, ale krytycy nie ustają w upartych próbach udowodnienia mu rasizmu. Gdyby autor był mniej martwy, to zapewne nawet by go to zainteresowało, a tak pozostaje nam drążenie mało istotnego już tematu. Rzecz jasna ja nie mam zamiaru tego roztrząsać, ale trzeba przyznać, że „Jądro ciemności” jest w tym kontekście odważną powieścią (nowelką?). Zwolennicy teorii rasistowskiej mają w czym przebierać, bo co jakiś czas trafiamy na fragmenty, w których „czarnuchy” ukazani są w mało imponującym świetle, sprowadzeni do poziomu zaprzęgowego zwierzęcia i tobołka, a ich zwłoki to zwykła padlina. Ten wydźwięk zakłócają jednak chwile, kiedy Conrad dobitnie krytykuje zamysł kolonizacji Czarnego Lądu i wstawia się w obronie zacofanej, dzikiej, ale w żaden sposób nie zasługującej na złe traktowanie ludności. Każda strona sporu ma więc swoje argumenty i tak jak w przypadku dyskusji wierzącego z ateistą – jeden drugiego nie przekona, ale dobrze jest mieć zajęcie, nawet jałowe. Ja już do zagadnienia nie wrócę, bo jestem zdania, że każdy czytelnik ma swój rozum, czy intuicję, która pozwoli mu samodzielnie wyciągnąć wnioski.

Conrad, stosując najprostszą formę szkatułkową, raczy nas historią snutą przez Charliego Marlowa – pracownika kompanii handlowej zajmującej się pozyskiwaniem kości słoniowej gdzieś w dzikiej Afryce. Należałoby dodać, że opowieść ta jest w dużym stopniu autobiograficzna, wszak sam Conrad odbył w 1890 roku podróż bliźniaczo podobną do tej Marlowa. Wyprawa wielowymiarowa, zarówno w sferze fizycznej jak i mentalnej, iście demoniczna galopada do samego piekła, samego jądra mroku, przecinanego pojedynczymi promieniami światła (w ogóle aspekt światłocienia odgrywa w powieści istotną rolę w tworzeniu klimatu). Pełno tutaj masakrycznych obrazów, których świadkiem mimowolnie staje się Marlow, a Conrad bezkompromisowo nie żałuje czytelnikowi skandalicznych detali, jak w przypadku gdy opisuje miejsce, gdzie umierający czarnoskórzy niewolnicy są pozostawieni na pastwę padlinożerców. W „Jądrze ciemności” nie brakuje tego rodzaju posępnych fragmentów o niezwykle mrocznym wydźwięku. Gdzieś w tej dziczy ukrywa się mityczny Kurtz – faktor, szczycący się nieludzką zdolnością do pozyskiwania kości słoniowej. Charlie Marlow zmierza na spotkanie Kurtza, a jego fascynacja charyzmatycznym pracownikiem kompanii handlowej jest stale podsycana przez poznawanych w trakcie podróży współtowarzyszy. Szaleniec? Wizjoner? W umyśle Marlowa początkowo tworzy się wyidealizowane wyobrażenie Kurtza, które z czasem zyskuje kolejne elementy – barwę głosu, wygląd, czy zachowanie. Jak wypadnie konfrontacja z rzeczywistością? Czy stale łechtana fascynacja wybuchnie hucznie fajerwerkiem barw, czy może legenda Kurtza go przerosła i on sam okaże się dla Marlowa rozczarowaniem?

Wydanie, z którym miałem do czynienia (Vesper, Poznań 2009) jest dodatkowo wzbogacone w obszerne posłowie, które rzuca na „Jądro ciemności” sporo, o ironio, światła. Dzięki niemu mocno zgłębimy poznanie powieści. Dowiemy się kto był najprawdopodobniej pierwowzorem Kurtza, poczytamy o kontrowersjach dotyczących domniemanego i wspomnianego wcześniej rasizmu autora, poznamy szczegóły podróży Conrada do Afryki i wiele innych ciekawostek. To świetna lektura uzupełniająca, ukazująca czytelnikowi niepozorne, ale istotne elementy powieści, wytłuszczająca fragmenty, na które warto zwrócić uwagę. Choćby nie wiem jak spostrzegawczy był czytelnik, to gwarantuję, że znajdzie w posłowiu parę ciekawostek. Wypada więc pochwalić wydawnictwo.

Nie oszukujmy się – o „Jądrze ciemności”, dosadnie określanym arcydziełem literatury światowej, napisano już wszystko. Musiałbym być znacznie większym bucem niż jestem, by twierdzić, że odkryłem w nim coś nowego i napisałem o nim wyjątkową opinię. Osobiście nie jestem jakoś szczególnie zdruzgotany lekturą, jej ponurą atmosferą i wymową, ale doceniam jej dostrzegalną, uniwersalną i ponadczasową (umiejętnie przeniesioną przez Coppolę w bliższy nam okres wojny w Wietnamie) wartość. Choćby z samej przyzwoitości wypada „Jądro ciemności” znać, a może nawet posiadać na półce. Rzekłem.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jądro ciemności – Joseph Conrad

  1. fascynował i nadal fascynuje mnie Conrad – facet, który sławę zdobył pisząc w obcym języku, z którym podobno miał problemy. Gdybyśmy chcieli swoim piórem zdobyć obcy świat, to drżelibyśmy ze strachu, że choć jedna literówka, jeden opacznie użyty wyraz i jeden błąd językowy położą nasze starania. On odniósł sukces. Czyżby zatem treść jego dzieł przebiła wszelkie niedostatki? Inaczej być nie może, bo ówczesna Anglia (i reszta świata) na brak dobrych rodzimych twórców nie narzekała.

    „Jądra…” nie czytałem, ale chyba pójdę kiedyś za Twoją radą i to uzupełnię. Być może zaraz po „Ulissesie” ;-)

  2. Do „Ulissesa” zaliczyłem kiedyś spalone podejście, ale przymierzam się do ponownego szturmu, bo choć ostatnio wymiękłem po 100 stronach, to mimo wszystko lektura jakoś nieprawdopodobnie utkwiła mi w pamięci i mam zamiar przy okazji jej sprostać.
    Wracając do Conrada – chętnie przeczytam od niego coś obszerniejszego, gdzie będzie miał okazję się rozbujać narracyjnie. Myślę nad „Lordem Jimem”, ale to kiedyś, gdzieś.

    1. Kiedy będziesz sięgał po „Jima”, polecam przekład Kłobukowskiego wydany przez Znak (też jako „Porozumienie wydawców”). Co prawda pozbawione jest przypisów, ale sam przekład – potoczysty, gawędziarski, wyśmienity. Opisywałem go kiedyś na blogu i biblionetce, bo to jedna z moich ulubionych książek. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s