Biesy – Fiodor Dostojewski

Ilekroć biorę na widelec Dostojewskiego, to za każdym razem czuję mające swoje epicentrum w brzuszku, a rozchodzące się błyskawicznie po całym ciele przyjemne wibracje. Mógłbym to nazwać fascynacją, motylkami w brzuszku, a nawet zakochaniem – w każdym słowie jego prozy z osobna i we wszystkich jednocześnie. Z „Biesami” nie mogło być inaczej, choć przyznaję, że powieść leżała na mojej półce blisko rok, a kiedy już wziąłem się za lekturę, to początki naszego romansu nie prezentowały się obiecująco. Pierwsza randka była ze wszech miar rozczarowująca, a wynikało to z nie do końca przekonującej mnie narracji i mocno sennej treści, którą Ona mnie raczyła przy kawie i papierosie. Swoista kronika rozmów, opisu kolejnych postaci, plotek, idei, przebiegu rozwoju społecznego czy politycznego, w takiej formie nie przekonała mnie aż do ostatnich stron – po prostu wraz z biegiem kartek pogodziłem się z tą wadą i pokochałem Ją nie za zalety (których ma multum), a raczej pomimo nieznacznych skaz na charakterze. To oczywiste wręcz, że wraz z bliższym poznaniem nabierałem do Niej zaufania, przywiązania i cieszyłem się wyśmienitym samopoczuciem, jeśli tylko Ona była obok. Każdorazowo pieściłem ją dłońmi wzdłuż grzbietu i z namaszczeniem rozkładałem to, co ma do rozłożenia. Tak, to był udany romans i nie żałuję ani minuty z czasu, który Jej poświęciłem.

Trudno w kilku zdaniach oddać bogactwo treści, którym obdarzyła mnie Ona podczas naszych regularnych spotkań. Kiedy tylko odnajdywałem chwilę wolnego czasu, szparko i ochoczo biegłem w Jej objęcia. Opowiadała mi o narodzie rosyjskim u progu totalitaryzmu, o zagrożeniach z tym związanych. W dusznej atmosferze fascynująco paplała o złowrogich spiskach, konspiracyjnych intrygach z wyraźnym niebezpieczeństwem jaki niesie za sobą tak zwana „wspólna i wielka sprawa”. Swada i wdzięk z jakim zdawała relację z kolejnych wydarzeń, coraz celniej trafiała w moje poczucie piękna i nigdy bym nie przypuszczał, że pozornie miałkie sytuacje można ubrać tak powabnie w słowa i z taką pasją przekazać drugiemu człowiekowi. W historii, którą mi recytowała mnogo było od różnorakich wzajemnych relacji, swatów, niejednoznacznych, pokręconych romansów o jakże głębokim podłożu. Cały czar tkwił w palecie bohaterów, którymi operowała w swojej opowieści. Wielowymiarowe, barwne i z arcymistrzowskim kunsztem naszkicowane postaci to coś, czego w naszych spotkaniach nie zabrakło. Oburzone kobiety, krzykliwi młodzieńcy, lubiący popić szelmy, nikczemnicy, dobroduszni naiwniacy, fanatycy, denuncjatorzy kończący z nożem w żebrach – to zaledwie niewielki procent z przepychu charakterów, o których mi opowiadała. Wtrącający co drugie zdanie francuskie zwroty Stiepan Trofimowicz Wierchowienski budził sympatię, ale już jego syn – Piotr – ziębił mnie swoją diaboliczną naturą i paskudnym usposobieniem. Porywająco prezentował się też Nikołaj Stawrogin – złowrogo tajemniczy, wyraźnie dręczony przez jakiegoś demona młodzieniec, czyli wisienka na obfitym torcie skomplikowanych psychologicznie postaci.

W trakcie tej urzekającej i wielowątkowej historii, Ona zawsze zdołała znaleźć chwilę, by rozładować wyjątkowo subtelne napięcie, od którego relacja aż drżała i wibrowała, niczym linie telegraficzne zimą. Przezabawny fragment „głosowania za zebraniem” oczarował mnie swoją nienachalną abstrakcyjnością, nasuwającą skojarzenie z naszym Mrożkiem. A scena zwrotu rewolweru, gdzie Szatow ściera się słownie z Lamszynem, cudownie mnie rozbawiła. Gdzieś w Jej treści pojawiła się także złośliwa drwina z poetycznego stylu, którym raczą nas niektórzy autorzy – przekombinowanych opisów natury i okoliczności, kalamburów słownych. Aż zacytuję fragment:

Koniecznie więc dookoła musiał rosnąć janowiec (koniecznie janowiec ciernisty czy jakieś tam inne zielsko, którego nazwy trzeba szukać w botanice). Niebo ma przy tym koniecznie jakiś taki fioletowy odcień, którego, ma się wiedzieć, nigdy nie dostrzegł żaden śmiertelnik, to znaczy niby wszyscy go widzieli, ale nie potrafili dostrzec, a tu, proszę, „ja tylko spojrzałem i już wam, głupim, opisuje jak najzwyklejszą rzecz pod słońcem”.*

A ja dojrzałem wtedy w Niej szczególne poczucie humoru, ironię oraz charakter, a moje Nią zafascynowanie pachnąco zakwitło.

Metodycznie rozkręcająca się opowieść swoją kulminację osiąga w trzeciej, ostatniej części. Rewolucyjno-spiskowe elementy nabierają namacalnych efektów, a opowieść niepohamowanie brnie w szpiegowski kryminał pełną gębą. Wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie, a Ona rozgorączkowana dostaje niezwykłych i wyjątkowych rumieńców w trakcie snucia historii. To właśnie wtedy jest najbardziej pociągająca i obezwładniająca swoim urokiem. To właśnie wtedy można stracić dla Niej głowę, zakochać się, muskać Ją opuszkami palców, wdychać Jej zapach i pożądać, odkładając ostatnie z Nią spotkanie jak najdłużej.

Nieodwołalnie jednak wygłosiła nieśpiesznie ostatnie zdania swojej opowieści, pocałowała mój policzek i odeszła, pozostawiając subtelne wspomnienia i ulotną woń w powietrzu wokół mnie.

Stoi na półce, zawsze gotowa do mnie wrócić.

* Fiodor Dostojewski, „Biesy”, tłum. Adam Pomorski, wyd. Znak, Kraków, 2010, str. 480

Advertisements

5 uwag do wpisu “Biesy – Fiodor Dostojewski

  1. Przeczytałam z przyjemnością opis Twojego romansu. Dobrze, że są jeszcze osoby, które znajdują czas na poświęcenie się takim relacjom. Pozdrawiam.

  2. bo dostojewski wielkim pisarzem był.
    polecam także listy do żony.
    albo wspomnienia z domu umarłych.

    generalnie literatura rosyjska ma w sobie to COŚ.
    (i mówię to nie tylko dla piękna języka, albo dlatego, że uwielbiam cyrylicę, którą notabene uwielbiam ;-))
    taki zachwyt wzbudza też we mnie chociażby oniegin. albo anna karenina.
    i nie ma piękniejszej powieści o miłości jak natalia- bunina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s