Historia Edgara – David Wroblewski

Uwielbiam psy. Tak bardzo za nimi przepadam, że w kategorii zwierząt domowych stawiam je w hierarchii ponad żoną i dzieckiem. Stale przypomina mi się pewne retoryczne pytanie: gdybyś na kilka godzin zamknął w bagażniku samochodu żonę i psa, a następnie ich uwolnił, to które z nich zareagowałoby radością na twój widok? Czysta, bezwarunkowa miłość psa do właściciela jest nie do przecenienia i wielokrotnie możemy poczytać o jej wzruszających efektach. Wystarczy przytoczyć choćby historię psa Dżoka (jego pomnik stoi w Krakowie), synonimu wierności. Internet aż pęka w szwach od bogactwa świadectw dokumentujących niezwykłość tych stworzeń. Oczywiście, pies to musi być pies, a nie jakaś pokraczna miniaturka sarenki, głupia i szczekająca bezustannie pchła, ale to nie czas i miejsce na dyskusje na ten temat.
Czworonogów w naszym życiu nigdy nie brakowało i nie zabraknie. Już od wczesnych lat dziecięcych oglądaliśmy kolejne bajki z Reksiem, Scoobym-Doo, Plutem czy (ci bardziej zaawansowani wiekiem) Štaflikiem i Špagetką, zwanymi również Szczudlikiem i Bagietką. W tychże latach, bawiąc się na łące czy w piaskownicy, trafialiśmy na psie kupy, obtaczaliśmy je w piasku i rzucaliśmy nimi w kolegów. Literatura również nigdy raczej nie cierpiała na niedobór psich bohaterów, a „Pies, który jeździł koleją” był jedną z niewielu lektur, które przeczytałem w podstawówce. Toteż Wroblewski (niech nikogo nie zmyli polsko brzmiące nazwisko), w swojej debiutanckiej powieści kładąc nacisk na relacje człowiek – pies, oryginalny nie był. Jednak pal licho nowatorstwo, bo czytając o uczuciach między psem a właścicielem możemy być pewni, że dostrzeżemy bezdyskusyjnie szczerą miłość, przynajmniej z jednej strony. A to już coś, czego mogą pozazdrościć nawet najbardziej łzawe i wydumane romanse.

„Historia Edgara” opowiada historię, no, Edgara. Niemego od urodzenia, czternastoletniego chłopca, którego rodzice zajmują się hodowlą psów, ich tresurą i obdarzaniem ich miłością. Beztrosko żmudne, codzienne życie rodziny Sawtelle’ów, toczone w wiejskiej atmosferze gdzieś na uboczu cywilizacji, wskutek pewnych dramatycznych okoliczności nabiera tempa. Relacje rodzinne zaczynają gnić, potem się sypią, a wszystkiemu bezustannie towarzyszy skomlenie i szczekanie psów. Senny początek powieści mógłby zniechęcić czytelnika, gdyby nie pewien niezaprzeczalny urok i pasja w opisach codzienności charakteryzującej opiekę nad psami. Czytając to, aż ma się ochotę przygarnąć szczeniaka, patrzeć, jak nieporadnie człapie, rozrabia, szturcha wilgotnym nosem naszą nogę, domagając się uwagi, liże naszą twarz (i nie przeszkadza nam, że wcześniej lizał sobie genitalia), wyczuwa nasz nastrój, pocieszając nas, kiedy tego potrzebujemy i leżąc cicho obok, gdy wystarczy jego obecność. Edgar nie bywa samotny. Nawet w licznych chwilach osamotnienia towarzyszą mu miarowe oddechy psów drzemiących obok, roztaczających ciepło i zapach.

Niezwykłość więzi, która wytwarza się między psem i człowiekiem, uosabia w powieści Almondine – suczka towarzysząca Edgarowi od urodzenia, jego opiekunka i jedyna przyjaciółka. Rozdziały jej poświęcone, próbujące nakreślić jej perspektywę i rozumowanie, są chyba najbardziej poruszającymi fragmentami powieści. Właśnie w tych momentach czytelnika ogarnia rozrzewnienie i w pewnym stopniu zrozumienie pojęcia „połączenia dusz”. Dopiero wtedy do człowieka dociera, że tego rodzaju określenie wcale nie musi dotyczyć jedynie ludzkich dusz i uświadamia on sobie, że zagląda w głąb studni zwanej „więziami na całe życie”.

Po lekturze nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że dałoby się „Historię Edgara” skrócić o połowę. Wroblewski nie porywa czytelnika dramatyzmem narracji (choć spotkałem się z odmiennymi opiniami). Ta jest raczej podporządkowana głównemu bohaterowi, cierpliwemu, stoickiemu Edgarowi i stara się ze szczegółami pomóc naszej wyobraźni w stworzeniu wizji. Ale z drugiej strony, gdyby książkę skrócić, nie byłaby już tą samą powieścią, więc należy ją brać taką, jaka jest – z wszystkimi zaletami i wadami, bo tylko taki stosunek zapewnia nam pełnię doznań. Owszem, bywa nudno, ale nie w nieprzewidywalnych zwrotach akcji tkwi siła „Historii Edgara”, choć przyznaję, że im dalej w lekturę, tym wyraźniejszy woal niepewności pokrywa fabułę (pojawia się wspomniany dramatyzm i rośnie w siłę), a końcówka to już pełna gama wydarzeń oraz emocji, która pozostawia czytelnikowi satysfakcjonujący posmak po zamknięciu książki.

„Historia Edgara” jest przepełniona liryzmem, porusza związkiem między człowiekiem i psem – nie w relacji pana i podwładnego, ale w układzie partnerskim, gdzie nastrój i samopoczucie jednego zależy od drugiego. Gdzie nić życia psa nierozerwalnie splata się z nicią życia człowieka. Gdzie miłość, oddanie i przywiązanie nie potrzebują wyrażania w słowach. Gdzie pies, kładąc pysk na udzie człowieka, zawsze może liczyć na czułą pieszczotę za uchem. I te gesty mówią wszystko.

Najwyraźniej nie bez powodu Edgar jest niemową.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s