Mistrz z Petersburga – John Maxwell Coetzee

Coetzee wziął się za bary z, nie bójmy się tego słowa, legendą literatury światowej – Fiodorem Michajłowiczem Dostojewskim. Choćby przez krótką chwilę chciał poczuć się jak On. Prawdopodobnie zapuścił też z tej okazji imponująca brodę, ale to tylko moje osobiste przypuszczenia, więc nie wymagajcie źródła tej sensacyjnej plotki. Coetzee postanowił napisać głęboko psychologiczną powieść, osadzoną w realiach XIX wiecznej Rosji. Zabieg całkiem ryzykowny, bo z tego co się orientuję, a orientuję się dosyć powierzchownie, to południowoafrykański pisarz specjalizuje się raczej we współczesnych historiach. Eksperymentowania nikt mu nie zabroni, ale tego typu posunięcie świadczy jedynie o jego pewności siebie i wypracowanej reputacji, której nie obawia się wystawić na próbę. No dobra, ale XIX wieczna Rosja nie tylko Dostojewskim stoi, więc skąd wniosek, że właśnie on był inspiracją Coetzeego? Cwaniaki twierdzące „bo na okładce jest Dostojewski” (wyd. Znak, 2005) niech sobie darują i nie psują mi pointy. Znacznie bardziej oczywistą przesłanką fascynacji Coetzeego rosyjskim pisarzem jest fakt, że właśnie Dostojewskiego uczynił on głównym bohaterem powieści. Dość jednoznaczne, prawda? A nie tam jakieś okładki.

Coetzee wziął na warsztat jeden z epizodów życia Dostojewskiego i poddał go obróbce według własnej wizji, oraz potrzeby fabularnej. W październiku 1869 roku Fiodor przybywa z Drezna do Petersburga, aby rzucić nieco światła na śmierć swego pasierba. Nie do końca wyjaśnione okoliczności tej śmierci nie dają pisarzowi spokoju i pchają go do drążenia zagadki, a odpowiedzi na niektóre pytania stawiane w toku dochodzenia mogą być zarówno bolesne dla ojcowskiego serca, jak i niebezpieczne dla jego życia. Rozgrywka między Dostojewskim, przywódcą rewolucyjnym Nieczajewem (który najwyraźniej zwerbował w szeregi konspiratorów Pawła – pasierba Fiodora) a carską policją stanowi główny wątek fabularny powieści i daje okazję do wielu interesujących konfrontacji charakterów oraz światopoglądów. Jakie były relacje Dostojewskiego z pasierbem Pawłem? Czym zajmował się Paweł przed śmiercią? Jakie są inspiracje rewolucyjne Nieczajewa? W jakich warunkach rodzą się literackie wzorce? Między innymi na te pytania Coetzee postara się nam udzielić odpowiedzi.
Najciekawsze w tym wszystkim pozostają jednak portrety psychologiczne postaci. Sam Dostojewski, przepełniony rozpaczą i żalem po utracie Pawła, jest w powieści przedstawiony wraz z wszystkimi wadami i przywarami. Coetzee nie hołduje Rosjaninowi, jak mógłby wskazywać tytuł, i skupia się przede wszystkim na Dostojewskim jako człowieku – ojcu dalekim od doskonałości, przepełnionym bólem życia mężczyźnie w podeszłym wieku, użalającym się nad sobą, skłonnym do romansów, pomimo żony pozostawionej w Dreźnie. Właśnie wątek romansu daje czytelnikowi okazję do poznania bodaj najbardziej intrygującej postaci „Mistrza z Petersburga” – Anny. Wdowa, która wynajmowała pokój pasierbowi Fiodora, teraz wynajmuje ten sam pokój Dostojewskiemu. Ich flirt Coetzee ukazał z niesamowitym wyczuciem, imponującą dojrzałością, erotyczną cielesnością i intymnością. Doprawdy, o wielu miłostkach już czytałem, ale ta przemówiła do mnie jakoś szczególnie, pozwalając namacalnie odczuć pasję i nie do końca jasne oraz niewypowiedziane na głos zasady, na których wzajemne zauroczenie kochanków funkcjonuje. Udane zagranie. Na scenie zobaczymy także córkę Anny – Matrionę, wspomnianego Nieczajewa, radcę Maksimowa, a także parę drugoplanowych postaci, jednych bardziej udanych, drugich – rzecz jasna – mniej, ale nie widzę szczególnego powodu, by o nich teraz przynudzać. Co nie znaczy jednak, że ich nie doceniam.

Próżno szukać w „Mistrzu z Petersburga” akcentów szczególnie optymistycznych. To mroczna powieść, zimna i mało słoneczna, jak listopad w Rosji (czas akcji), dotykająca śmierci, starości oraz wewnętrznych demonów trapiących bohatera. Szkicująca wyidealizowany obraz potomka w oczach rodzica i poruszająca indywidualną tragedię ojca, który zmuszony jest pogodzić się ze śmiercią własnego dziecka (na tyle, na ile pasierba można nazwać „własnym dzieckiem”). Wady? Może chwilami przytłaczające czytelnika, ciągłe użalanie się Dostojewskiego nad sobą i Pawłem. Z czasem nadmiar żalu może spowszednieć i stracić na wyrazistości, a wtedy całej powieści grozi ujma na wymowie. W przypadku „Mistrza z Petersburga” tego żalu Coetzee zmieścił zaskakująco i niebezpiecznie dużo, biorąc pod uwagę niewielką objętość powieści. Fanów Dostojewskiego chyba nie muszę namawiać. Fani J.M. Coetzeego muszą decyzję podjąć sami.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Mistrz z Petersburga – John Maxwell Coetzee

  1. A może by tak, panie, spojrzeć na powieść w ten sposób:

    Coetzee na podstawie kilku luźnych epizodów wyjętych z życiorysu Fiodora Michajłowicza postanowił w brutalny sposób obalić spiżowy pomnik pisarza oraz nasze wyobrażeniami o Jego życiu, miast tytułowego MISTRZA ukazał człowieka złamanego, powalonego sytuacją, obnażonego z miru wiecznej chwały i postawił go pod pręgierzem naszej opinii.
    Dostojewskiego spotykamy w traumatycznym momencie, gdy dowiaduje się, że jego pasierb tragicznie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. W początkowym etapie żałoby bohater próbuje wzbudzić w sobie szczere uczucia smutku i żalu, znamienna jest scena jego histerycznego płaczu i tarzania się po mogile zmarłego, choć wie, że jego działanie obliczone jest jedynie na wywarcie efektu na postronnych osobach. Pisarz powoli uświadamia sobie naturę łączących go ze zmarłym stosunków, opartych na nieustannym współzawodnictwie młodości ze starością, otwartą rywalizacją o uwagę kochanych kobiet, o wartość literackiego talentu czy doniosłość antypaństwowej działalności. Małostkowość, zaborczość i zazdrość ojca doprowadziła do zerwania emocjonalnej więzi z przybranym synem i jego odejścia z rodzinnego domu w stronę radykalnych ugrupowań politycznych, co pośrednio przyczyniło się do jego śmierci. I jak to zwykle w życiu bywa, dopiero ta nagła i ostateczna strata uświadamia bohaterowi całe brzemię własnych win oraz niemożność uzyskanie przebaczenia. Dostojewski osuwa się w odmęty szaleństwa wzmagane dodatkowo gwałtownymi napadami epilepsji, znieczulenia szuka w rozpaczliwych aktach seksualnych, dojrzewa w nim świadomość, że jedyną formą ponownego spotkanie z synem jest własne zatracenie lub przywołanie jego ducha na kartach powieści, tak, więc z ostatecznego upodlenia człowieka i kupczenia własną emocjonalnością rodzi się WIELKA LITERATURA.
    „Płacę i sprzedaję: to jest moje życie. Sprzedaję moje życie, sprzedaję życie tych, co mnie otaczają. Sprzedaję wszystkich. Judasz, nie Jezus. Sprzedam ciebie, sprzedam twoją córkę, sprzedam wszystkich, których kocham”.
    „Piszę wypaczenia prawdy. Obieram kręte drogi prowadzące dziatki w ciemne zakątki. Kroczę za tańcem pióra”.
    Otwartym pozostaje pytanie czy wypada wykorzystywać w taki sposób wizerunek zmarłego Pisarza, sama mam, co do tego mieszane uczucia, ale jeżeli służy to pogłębionej refleksji nad istotą człowieczeństwa i stosunków międzyludzkich a dodatkowo stanowi asumpt do zapoznania się z biografią Dostojewskiego a co za tym idzie lepszego zrozumienia jego twórczości, to chyba warto było napisać tę powieść.

    1. No dobra, nie będę udawał, że po dwóch latach pamiętam każde odczucie, które miałem po lekturze, ale trudno się z Tobą nie zgodzić i chyba odniosłem podobne wrażenia, piąte przez dziesiąte. Z drugiej strony nieco mi wstyd, bo jeszcze chwila, a Twój komentarz byłby dłuższy od mojej „recenzji”. Jedno jest pewne – Dostojewski według Coetzeego jest do bólu ludzki.

  2. Wybacz długość mojej poprzedniej wypowiedzi, tak to już jest z nami kobietami lubimy przeciągać wypowiedź w nieskończoność.
    A wystarczyło przecież napisać zwięźle i zawrzeć sedno sprawy w jednym zdaniu: cieszę się, że ktoś podjął się napisania recenzji do tej książki, cieszy mnie również fakt, że zrobiłeś to Ty, bo lubię czytać twoje teksty, wszak pełne są treści a i forma jest w najprzedniejszym gatunku.
    Choć można by jeszcze skrócić i powiedzieć po prostu: Cześć, twoja recenzja jest git!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s