Pisarz, który nienawidził kobiet – John Leake

Gryzie mnie nieco tytuł tej powieści. Polscy tłumacze potrafią przy przekładzie z angielskiego odstawiać takie hołubce, że głowa mała – o tym wiedzą i przekonali się wszyscy, szczególnie maniacy kina rodem z Holiłód. Bo jak tu mamie wytłumaczyć, że film pod tytułem „Wirujący seks” (Dirty dancing) jest tylko romantyczną opowiastką o wygibasach na parkiecie, a nie hard porno z ręcznym blenderem w roli gadżetu?
W przypadku powieści Johna Leake’a wydawca chyba postanowił uszczknąć nieco z popędu na Stiega Larssona, notabene nieco już sfermentowanego (popędu, nie Stiega – ten jest zbyt martwy), bo mnie z oryginalnego tytułu „Entering Hades” nijak nie wychodzi „Pisarz, który nienawidził kobiet”. No, ale co ja tam wiem o chwytach, nachwytach i wreszcie podchwytach  marketingowych – ja zwykły odbiorca jestem. Natomiast wiele więcej potencjalnemu czytelnikowi powie podtytuł książki. „Podwójne życie seryjnego mordercy”, bo właśnie tak krzykliwie on brzmi, to oparta na faktach historia pewnego Austriaka, który na początku lat 90. organy władzy i sprawiedliwości wodził za nos, a kobiety za biustonosz oraz rajstopy, umiejętnie i śmiertelnie oplecione wokół szyi ofiary. Taki to był nicpoń i właśnie o nim jest ta książka.

Jack Unterweger, odsiadując wyrok dożywocia za zabójstwo osiemnastolatki, pisze autobiograficzną powieść „Czyściec”, bo wolnego czasu ma pod dostatkiem, a i wydawca z terminami nie goni. Jego dzieło wzbudza na tyle wielki zachwyt wśród wpływowych elit austriackich (m. in. tu i ówdzie znanej, przyszłej noblistki Elfriede Jelinek), że ci postanawiają wnioskować o jego warunkowe zwolnienie po piętnastu latach wyroku. Jak zgubną w skutkach była to decyzja – wtedy nikt tego nie wiedział. Po zwolnieniu, przepełniony wdzięcznością i chęcią do życia Unterweger zajął się dziennikarstwem prasowym.
Kiedy na początku lat 90. w Los Angeles, Pradze, w samym Wiedniu i bliskich mu okolicach zaginęło kilka prostytutek, a następnie ich ciała kolejno odnajdywali w lasach przypadkowi spacerowicze, nikt nawet nie podejrzewał, że może być to dzieło pozornie zresocjalizowanego, byłego więźnia. Czy aby na pewno nikt?

Czerwiec 1991. Umiejętnie, niczym kameleon wtopiony w tłum Jack Unterweger na lotnisku w Los Angeles.

John Leake, posiłkując się obszernie materiałami źródłowymi (wywiady, raporty policyjne, artykuły prasowe, a nawet osobisty i śmiały dziennik samego Jacka), stworzył zaiste ciekawy portret seryjnego mordercy. Unterweger w kluczowym fragmencie życia był niepozornym fizycznie, czterdziestoletnim (ale wciąż dziecinnym z twarzy) arogantem i narcyzem. Inteligentny i bystry, umiejętnie lawirujący w zeznaniach aktor oraz ekscentryk w białym, kowbojskim stroju. Niesamowity manipulator, któremu niewielu się oparło, a inteligencja austriacka, która tak bardzo walczyła o jego zwolnienie, później drapała się po głowie i wzruszała ramionami w geście „skąd mogliśmy wiedzieć, że taki z niego hultaj?”. Jack Unterweger jednak nikim tak umiejętnie i z taką łatwością nie manipulował, jak kolejnymi kobietami, które wprost do niego lgnęły, i na wstawiennictwo których mógł liczyć w kluczowej fazie sądowej (wśród jego znajomych nie było ani jednego mężczyzny). Naiwność kobiet (potencjalnych ofiar przecież) otaczających Unterwegera przeraża czytelnika, ale takie to już z nich pocieszne stworzenia, najwyraźniej stworzone do roli przyszłych zwłok, niczym lemingi (uprzedzam zarzuty: nie, nawet nie wiem co to znaczy szowinizm). Co ciekawe, sam Jack nie budzi w czytelniku jakichś skrajnie negatywnych uczuć, a jego momentami rozpaczliwe próby obrony wywołują litość w oczach obserwatorów. Chwilami miałem wrażenie, że ten człowiek był po prostu zagubionym dzieckiem, które włożyło słomkę w odbyt żaby, nadmuchało płaza jak gumową rękawiczkę i dopiero karcąca ręka rodzica uświadomiła mu, jak zły oraz egoistyczny to był uczynek, bo żabie wcale się nie podobało.

Z „Pisarza, który nienawidził kobiet” czytelnik może wyłuskać parę wniosków dotyczących dualizmu natury ludzkiej, jej wyrachowania, ale podstawowa konkluzja jest jasna – natury pewnych ludzi nie zmieni nic, ona żyje własnym życiem wewnątrz człowieka, drzemiąca, uśpiona, ale w każdej chwili gotowa do przebudzenia i narobienia niezłego bigosu. Wiem, banał, ale takie historie, wyciągnięte gdzieś z zakurzonych akt policyjnych, zmuszają czytelnika do oczywistych wniosków i wyraźnie go w nich utwierdzają. Trudno tego uniknąć.

O ile w opisywanych kiedyś przeze mnie „Podejrzeniach pana Whichera” autorka względnie długo trzymała czytelnika w niepewności co do osoby odpowiedzialnej za przedstawioną zbrodnię, tak John Leake w swojej powieści w zasadzie natychmiast wykłada karty na stół, kawę na ławę, a mordercę na blat. Powieści? No właśnie – określić „Pisarza, który nienawidził kobiet” powieścią byłoby nieco naciąganym zabiegiem. Stylistycznie książce bliżej do kroniki, gdzie Leake metodycznie analizuje kolejne materiały, próbując odtworzyć przebieg zdarzeń. Wszystko jest rzetelnie podparte źródłami, gęstymi przypisami (dla przejrzystości zamieszczonych na końcu książki), relacjami świadków i nie ma tutaj miejsca na radosną, swawolną fantazję autora. W związku z tym książka charakteryzuje się nikłą wartością artystyczną i należy być tego świadomym przed lekturą. Mimo to – wciąga czytelnika całkiem zgrabnie, bo Unterweger to rodzaj osobistości, którą spotykamy zazwyczaj w fikcyjnych powieściach kryminalnych, a nie codziennym życiu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s