Gniazdo światów – Marek S. Huberath

Myślałem, namiętnie myślałem i stwierdziłem, że trudno mi będzie uniknąć w tej recenzji pewnych kluczowych kwestii dotyczących idei „Gniazda światów”, o których wolałbym nie wspominać, by nie psuć zabawy innym. Rzecz dla mnie nieprzyjemna, bo zdaję sobie sprawę, że cały koncept to najmocniejszy element powieści, ale trudno bez jego opisania podjąć się jakiegokolwiek wyrażenia opinii i odczuć związanych z książką. Jednocześnie opisując jego założenia, odbieram przyszłemu czytelnikowi możliwość samodzielnej wyprawy poznawczej wgłąb treści, a samo „Gniazdo światów” odzieram ze składnika czyniącego powieść niepowtarzalną, unikającą przeciętności, a nade wszystko zaskakującą. W zasadzie nie odzieram w ścisłym znaczeniu, bo on nadal tam jest, ale element zaskakujący przestaje być zaskakującym, jeśli wiesz co mam na myśli. To tak, jakby zedrzeć z kobiety intrygującą kieckę – golaska nic nie traci ze swojej kobiecości, ale nam już zaczyna brakować przyjemnego łaskotania ciekawości w brzuszku. No trudno, mnie też nikt w życiu nie oszczędzał, ale bez obaw, zdradzę jedynie niezbędne minimum, żeby cokolwiek zostało w zanadrzu i recenzja nie zastąpiła lektury.
Chaotycznie zacząłem, ale może to i lepiej.

Sklasyfikowanie powieści Huberatha jako science fiction byłoby pewną nieścisłością. Trudno określić, czy zmierzającą w stronę nadużycia, czy bardziej w stronę niedopowiedzenia – to zapewne zależy od osobistych wymagań stawianych gatunkowi przez czytelnika. Sam skłaniałbym się w kierunku nadużycia. Owszem, pewne elementy przemawiają za sci-fi, ale w moim odczuciu istotę „Gniazda światów” stanowi metafizyczny aspekt powieści (którego naturę za moment poruszę głębiej), a fantastyka naukowa pełni rolę swoistej sceny zdarzeń, niekoniecznie niezbędnej dla funkcjonowania elementów najważniejszych. Po prostu w takim krajobrazie Huberath czuje się najpewniej, ale w przypadku „Gniazda światów” wyraźnie próbuje wymknąć się schematowi gatunku i sięgnąć gdzieś poza.

Powieść zaczyna się niepozornie. Ot, poznajemy nieszczególnie oryginalnych i mało fascynujących bohaterów. Otoczenie i społeczność, w których postaci się obracają również nie należą do wyjątkowych w obrębie gatunku. Bo ile razy mieliśmy już do czynienia z kategoryzacją i piramidą społeczną osobników? Ścisła segregacja personalna i przydzielanie praw w oparciu o nią, to dosyć powszechne zagranie pisarzy, więc jakoś niecodziennie zaskoczeni nie będziecie. Ciekawym zabiegiem fabularnym jest natomiast wprowadzenie „Imienia Ważnego” – czego ono dotyczy i dlaczego nietaktem jest pytanie o niego – to już pozostawię każdemu czytelnikowi do samodzielnego rozgryzienia i przyswojenia.
W połowie powieść… nadal jest niepozorna. Fabuła niezachwycająco się rozwija, drążąc temat zagadkowych śmierci i ich niejasnego związku z głównym bohaterem. Względnie późno Huberath zaczyna odsłaniać i wyjaśniać tajemnice koncepcyjne powieści – wreszcie pojawiają się w fabule tytułowe „Gniazda światów”. Czym są? Tym samym, czym jest nasze „Gniazdo światów” – egzemplarzami książki, którą czytają bohaterowie naszej książki. Klasycznie „szkatułkowy” zamysł, atrakcyjny dla fanów filmowej „Incepcji” i jej potęgującego się „snu we śnie”, z tym, że tutaj mamy do czynienia z książką w książce.
I tyle powinno wystarczyć potencjalnemu czytelnikowi do sięgnięcia po lekturę, bądź zrezygnowanie z niej temu niezainteresowanemu tematyką. Oczywiście kaskadowa i szkatułkowa idea sięga nieco głębiej, niż ja to powierzchownie przedstawiam, ale jej meandry proponuję zgłębić samemu. Dodam jedynie, że określenie „pięciu powieści w jednym tomie” jest mocno przesadzone i nie spodziewajcie się wyjątkowych wrażeń, bo jedynie główny wątek Gaveina i historia Jaspersa zasługują na uwagę – pozostałe są epizodyczne, mało absorbujące i najzwyczajniej krótkie. Spory zawód na tej płaszczyźnie.

Natomiast świetnie na tle całości wypada finał powieści, rekompensując znacznie (choć nie całkowicie) niedociągnięcia i braki lektury. Absolutnie nie zamierzam w jakikolwiek sposób do niego nawiązywać i zdradzać jego założeń, ale zapewniam, że każdy czytelnik odbierze go mocno osobiście i zastanowi się intensywnie, nim przewróci kolejną kartkę. Inaczej po prostu nie sposób.
To powieść unikająca klasyfikacji. Jeśli już uda Ci się przebić przez niepozorne i „takie se” 3/4 książki, to wiedz, że dalej będzie już tylko lepiej i ciekawiej. Osobiście „Gniazdo światów” traktuję jak ciekawostkę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s