Tajemnice ciała – Frank Gonzales-Crussi

Wciąż ta beletrystyka, powieści, opowiadania, nowele. Przyznaję, mój horyzont zainteresowań nie wykracza daleko poza zakres literatury pięknej, nawet poezji unikam. Po prostu nie przepadam. Jak to mówią, jeden lubi pomarańcze, a drugi jak mu stopy śmierdzą, nie oceniajcie mnie. To wszystko jednak nie oznacza, iż nie obserwuję wydawnictw odległych gatunkowo od moich zamiłowań. Za „Tajemnice ciała” wziąłem się z pełną premedytacją, w ramach metaforycznej odskoczni. Nie tylko, bo z drugiej strony przyznaję, że tematyka sama w sobie również mnie zainteresowała, gdyż nigdy zbyt wiele ciekawostek dotyczących tego worka pełnego gnatów i flaków, którego tak dumnie zwiemy ciałem. Jednak pytanie zasadnicze: czy książka popularnonaukowa dotycząca medycyny może być interesująca dla kogoś poza studentami tejże i doktorem Lubiczem? Oczywiście, że może, jeśli tylko dowolny autor wyjdzie ze słusznego założenia, opanuje swoje zboczenie zawodowe oraz ograniczy słownictwo i pojęcia, którymi posługuje się na sympozjach, czy w pijackim amoku, kiedy proponuje partnerce wycięcie appendix vermiformis na kuchennym stole. I tak, Gonzales-Crussi wiedział co czyni, dostosował się, a w wyniku tego możemy poznać parę fascynujących anegdot dotyczących rozwoju medycyny na przestrzeni wieków. Opisanych lekkim stylem, bez zawodowego zadęcia, z humorem i dystansem.
A wiedziałeś na przykład, że kobiety co miesiąc, w regularnych cyklach krwawią z macicy?
Taaa? Wiedziałeś?
Akurat…

Gonzales-Crussi z podziwu godną swadą dzieli się z nami szeregiem ciekawostek, legend i absurdów z dziedziny szeroko pojmowanej medycyny. Czytelnik z łatwością wyczuje w lekturze pasję z jaką autor rzetelnie przygotował się do pisania. Na tyle, na ile rzetelności wymagała, bo „Tajemnice ciała” mają przede wszystkim stanowić zbiór historii, często zabawnych, intrygujących czy przerażających, ale nie zawsze popartych dowodami o ich autentyczności. Wyłania się z tego założenia pewien wspomniany dystans i humor, którym operuje autor, przytaczając coraz to nowe ciekawostki i przedstawiając czytelnikowi kolejnych bohaterów z barwnego kalejdoskopu ludzi wybitnych, uczonych dziwaków, ale również pechowców, którzy nie z własnej woli przysłużyli się medycynie. Gonzales-Crussi wielokrotnie zmusza kąciki ust czytelnika do mimowolnego rozciągnięcia, a subtelność z jaką penisa nazywa on cudem bioinżynierii* nie pozwala o nim myśleć bez sympatii (o autorze, nie penisie; choć to też). Tego typu trafnymi i jednocześnie zabawnymi określeniami wprost naszpikowana jest ta książka. Szyjka macicy z perspektywy ginekologa jest tutaj przyrównywana do amerykańskiego pączka z dziurką w środku, a dla potwierdzenia tej tezy autor przytacza opinię pewnej lekarki, która po każdorazowym badaniu pochwy robiła się głodna**. Albo to: „macica jest umiejscowiona między pęcherzem moczowym a odbytnicą – jako nieruchomość miałaby znacznie obniżoną wartość ze względu na sąsiedztwo”***. Czyż to nie słodkie?

Żeby jednak nie było, że jedynie żartami i dowcipami książka stoi. „Tajemnice ciała” wypełnione są po marginesy niesamowitymi przypowieściami i zdarzeniami z przestrzeni wieków. Poznajemy tutaj dolegliwości, które trapiły m. in. Napoleona i Chopina. Rasputin natomiast miał podobno monstrualnego rozmiaru zaganiacza dziewic. Oprócz tego dowiadujemy się, że z dziurą w żołądku można żyć, że ktoś kiedyś wpadł na innowacyjny pomysł doodbytniczej reanimacji metodą usta-usta (nazwa staje się tutaj już nieadekwatna, ale udam, że nie zauważyłem), a lewatywa była uznawana za remedium na wszystko, a nawet modną rozrywkę. Znajdzie się także miejsce na religijne akcenty (spożywanie i wydalanie pozostałości po hostii, choćby niezwykle małych), filozoficzne refleksje (sąsiedztwo oraz nierozłączność zachodzących w ludzkim organizmie cykli życia i śmierci), czy moralne odczucia (dwie formy pojmowania oraz wartościowania ludzkich narządów – rozumem i sercem) oraz wiele innych, których przytaczać nie widzę sensu.

W swojej kategorii literatury popularnonaukowej to bardzo udana książka, po którą sięgnąć może każdy. Wiem, że to frazes, ale cóż począć. „Tajemnice ciała” byłyby świetnym uzupełnieniem podręcznika anatomii. Zabawna, przyjemna w lekturze, niosąca ze sobą pewną nienarzucającą się dozę edukacji książka. No i potem można w towarzystwie zaimponować wiedzą na temat lewatywy. Kuszące.

* Frank Gonzales-Crussi, „Tajemnice ciała”, tłum. Marta Stasińska-Buczak, wyd. Znak, Kraków 2010, str. 190
** tamże, str. 167
*** tamże, str. 155

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s