Baranek – Christopher Moore

Zawsze byłem bliski przekonania, że żywot Jezusa jest dobrym materiałem na prekursora powieści fantastycznej. Lichej, pełnej nieścisłości i umowności, ale jednak. Moore chyba uważał tak samo, toteż bez skrępowania wziął na warsztat Nowy Testament, zauważył spore luki w relacji zdarzeń i postanowił je na swój sposób uzupełnić. Tym oto sposobem poznajemy w „Baranku” codzienność i losy życia Mesjasza od wczesnych lat dziecięcych, aż do śmierci na krzyżu, podobno za nasze grzechy. Chyba nikt nie poczuje się urażony, że zdradziłem zakończenie? Dla wiarygodnej narracji, Moore wprowadza na scenę Biffa – najbliższego przyjaciela Jezusa, o którym jednak potem w Piśmie Świętym nikt nie wspomniał, lektura wyjaśni dlaczego. Otrzymujemy więc relację z pierwszej ręki z poczynań Mesjasza, bo okazuje się, że wraz z Biffem byli oni nierozłączną parą. Informuję jednak, że powieść nie jest w żadnym stopniu kontrowersyjna, obrazoburcza ani bluźniercza, co może niektórych rozczaruje, ale jednocześnie znacznie poszerza target czytelniczy, wszak to lektura dobra dla każdego – od nastolatka (jest seks!), aż po starą dewotkę (jest cudzołożenie!). Choć raczej dla tego pierwszego, nie oszukujmy się.
Gotowi więc na poznanie szalonego żywota Syna Bożego? To może być jedyna okazja, bo choć Ten obiecał, że jeszcze nas odwiedzi, to najwyraźniej mu się nie śpieszy. Z drugiej strony, nie ma co Mu się dziwić, po tym, co mu zrobiliśmy przy pierwszych odwiedzinach tylko za to, że był brodatym ideałem. Każdy na jego miejscu odwlekałby kolejną wizytę.

Jezusa, zwanego Joszuą poznajemy w momencie gdy wskrzesza jaszczurkę. Tylko po to, by po raz wtóry ją zabić. Biffowi imponuje to na tyle, że postanawia zaprzyjaźnić się Mesjaszem. To właśnie dzięki Biffowi (platonicznie zakochanemu w matce Jezusa) mamy niepowtarzalną okazję poznać parę nowych wydarzeń i szczegółów z pełnego pokory życia Joszuy, tutaj zwanego swojsko „Josh”. Wraz z chłopcami poznajemy troskliwą, opiekuńczą Marię Magdalenę, dla wygody mianowanej po prostu „Maggie” i towarzyszymy im drodze ku oświeceniu Syna Bożego. Bo Joszua, nie mogąc odnaleźć swojego wewnętrznego „ja” i nie bardzo wiedząc jak się do tego całego zbawiania świata zabrać, udaje się w drogę po radę ku trzem Mędrcom, którzy w dniu jego narodzin odwiedzili stajenkę.
Josh wraz z Biffem tworzą parę niczym z głupkowatych komedii. Jeden nieco emocjonalnie rozchwiany mądrala, o gołębim sercu i skory do poświęceń, drugi kompromitujący się wiecznie wiejski głupek, dbający o to, by Mesjasz nie zrobił sobie zbytniej krzywdy w trakcie tych poświęceń. A ponieważ Joszuę obowiązuje bezwzględny celibat, toteż to właśnie Biff musi dopuszczać się wielokrotnych „obrzydliwości z kobietą” w celu poznania natury grzechu cudzołóstwa. Ich wspólna podróż i przygody dostarczają czytelnikowi mnóstwo uciechy i, doprawdy, choć do nastolatków już nie należę, to jednak było zabawnie i beztrosko. Nawet chwile grozy, pomimo pewnej brutalności, zawierają w sobie sporą dawkę komizmu. Ucieczka przed demonem w fortecy Baltazara świetnie to obrazuje.
Kapitalnie zrelacjonowane są nauki i cuda dokonywane prze Jezusa. Reakcje niektórych szczęśliwców na cudowne uzdrowienia, czy przykładowa riposta pewnej prostytutki na Jezusowy slogan „idź i nie grzesz więcej” rozbrajają szczerością. Dodatkowo poznajemy okoliczności powstania Całunu Turyńskiego, kulisy cudu w Kanie, wskrzeszenia Łazarza, dowiadujemy się skąd u Joszuy umiejętność pomnażania jedzenia i jak na tym można zarobić, towarzyszymy chłopcom w naukach kung fu, czy też poznajemy wynalazcę i genezę sarkazmu. Sam przyznasz, że kusząco brzmi, bo o tym nie przeczytasz nawet w Fakcie.

„Baranek” to wyśmienita powieść w swojej kategorii. Kategorii czysto rozrywkowej, nie aspirującej do wyższych celów jak przyjemnie i odprężająco zapewniony czytelnikowi wieczór przed snem. Zapewniam, że niejednokrotnie uśmiechniesz się czytając o kuluarach pewnych wydarzeń, przedstawionych tutaj bez zbędnego patosu znanego z Pisma Świętego. Bo tutaj najważniejsze są pewne wartości ludzkiej przyjaźni, przywiązania i zaufania, czy choćby uniwersalny wątek niespełnionej miłości, a nie teologiczne dywagacje. Sam Bóg pojawia się tutaj raczej gościnnie, w pojedynczych epizodach, bo tego nie dało się uniknąć, ale wyraża się na tyle lapidarnie, że można to przeboleć. Lektura dla każdego chętnego na niezobowiązująco i miło spędzone wieczory z literaturą. Nawet pomimo wciąż powracającego wątku sodomii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s