Martwe dusze – Mikołaj Gogol

Gogol dopiero się rozpędzał. „Martwe dusze” miały być jedynie elementem większej całości, ambitnego artystycznego projektu, przypuszczalnie trylogii. Plany mają jednak to do siebie, że lubią się rypnąć. Po ukazaniu się pierwszego tomu nie oszczędzano autora. Oskarżano go o oczernianie narodu rosyjskiego, a nawet jego zdradę. Gogol do umiejących zignorować krytykę najwyraźniej nie należał, bo przejął się tym nie na żarty. Zaczęła klękać mu psychika, popadał w depresję. Napędzany frustracją parokrotnie palił rękopisy potencjalnego drugiego tomu, nie mogąc się pogodzić z faktem, że jego powieść wywołała tak negatywne reakcje. Cóż, witamy w świecie krytyków. Gdyby wtedy istniał Internet wraz z mnogością domorosłych recenzentów i ich skłonnością do nagonki, to Mikołaj najprawdopodobniej zostałby jedną z ofiar globalnej sieci, popełniając rytualne samobójstwo za pomocą łuku, a ziomki na fejsbuku klikaliby wściekle „Lubię to!”. Tymczasem istnieje teoria, że Gogol podczas spowiedzi dokonał zaskakującego „kamingałtu”, przyznając się do homoseksualizmu, a pokuta miała polegać na surowym poście i unikaniu snu, celem oczyszczenia wewnętrznego „ja”. Autor, najwyraźniej skłonny do melodramatycznych gestów, nieco przedobrzył ze skruchą i w wyniku tego zapadł w śpiączkę czy inny letarg. Kompetentni lekarze postanowili skorzystać z okazji i go pochowali. Późniejsza ekshumacja zwłok wskazywała na znaczną zmianę położenia ciała Gogola w trumnie, więc to musiała być przykra pobudka. Koniec końców, powieść „Martwe dusze”, osierocona przez ojca, pozostała jedynaczką. Czy atrakcyjną, zgrabną, elokwentną brunetką z ironicznym poczuciem humoru? A może przysadzistą, z bicepsem jak moje udo i basowym tembrem głosu babą z wąsem?

 

Nikołaj Wasiljewicz Gogol (1809-1852)

Wyobraźmy sobie typowego przeciętniaka. Takiego, któremu nie sposób przypisać jakichkolwiek charakterystycznych cech. Kogoś ani młodego, ani starego. Nie grubego, ale też nie chudego. Gdyby mocno przymrużyć oczy, to mógłby się wydawać przystojny, ale równie dobrze całkiem brzydki. Ciężki orzech do zgryzienia dla naszej wyobraźni, ale właśnie tak autor wprowadza głównego bohatera do powieści – poznajcie Cziczikowa. Dżentelmena, który, pomimo swojej banalności wizualnej, potrafi sobie zjednać sympatię towarzystwa, w którym przebywa. Zręczny w obejściu, zjednujący sobie ujmującymi cechami charakteru zwolenników i towarzyszów, którzy są zachwyceni jego postacią. A znajomości są Cziczikowowi niezbędne, gdyż przybywa on do miasta w celu nabycia od gospodarzy martwych dusz. Tak nazywa się chłopów, którzy widnieją w rejestrze (spis przeprowadzany jest co piętnaście lat), gospodarz płaci za nich podatki, ale zdarzyło im się w międzyczasie umrzeć. To tak, jakbyś kupił rower na raty i ci go za dwa dni ukradli. A raty trzeba płacić. Mało to komfortowe płacić za coś, czego się nie ma i co nie przynosi zysków. I tutaj do akcji wchodzi Cziczikow. Skupuje martwe dusze, czasem dostaje je za darmo, w ramach przyjaźni. Jaki w tym ma interes, zapytasz? Zapytują też gospodarze, choć nie wszyscy. Ich spotkania w interesach z Cziczikowem to filar powieści. Diametralnie różne charaktery postaci prowadzą do różnorodnego przebiegu pertraktacji. Spotykamy powierzchownie wychowanych pozorantów, prześcigających się w grzecznościach jegomościów, chętnych do bitki hulaków, nikczemnych i małostkowych łgarzy, chciwych dziadów, którzy nawet na zmarłych pragną zarobić, skorumpowanych urzędników, wylewnych i pulchnych buraków. Cziczikow jest oblegany przez pretensjonalne i zmanierowane damy, wychowane na tyle, że etykieta pozwala im kląć jedynie po francusku. Kiedy natomiast ich zaloty są odrzucane przez bohatera, puszczają w ruch swoje gadzie języki, tworząc na jego temat wymyślne plotki, a ich skłonność do bajkopisarstwa wywołuje w czytelniku uśmiech politowania. O samym Cziczikowie nie dowiadujemy się, niestety, wiele i choć pod koniec Gogol poświęca więcej miejsca jego sylwetce i motywom działania, to jednak przez całą lekturę człowiek zadaje sobie nieustająco pytanie „kim w zasadzie jest ten cały Cziczikow i jakie ma zamiary?”. Wyraźnie da się odczuć, że bohater miał być kreowany długodystansowo i autor nie chciał już w pierwszym tomie wyłożyć wszystkich kart na stół. Ostatecznie wyszło jak wyszło i musi wystarczyć.

Nie jest tajemnicą, że „Martwe dusze” są bezpośrednią krytyką całego aparatu urzędniczego państwa rosyjskiego (oczywiście pewien uniwersalizm uświadamia nas, że nie tylko rosyjskiego). Nie jest to w żaden sposób zakamuflowane w treści, a Gogol pod koniec nawet nie próbuje ukrywać swojego rozgoryczenia społeczeństwem, władzą i ich wzajemnymi relacjami. Wiemy o tym, bo zabiera on często głos, przerywając narrację, aby podzielić się przemyśleniami, wygłosić postulat, wyjaśnić i sprostować niedomówienia. Gogol jest nieustannie obecny w treści, unika bluzgów, a przy fragmentach z kobietami jest onieśmielony, że musi o nich pisać. Taka męska pipka trochę, ale ma momenty, kiedy potrafi popisać się poczuciem humoru. Pointa opowiadania poczmistrza o Kopiejkinie absolutnie rozpłaszcza swoją abstrakcją, a określenie kobiety „świeżą i jędrną jak zdrowa rzepa”* pokazuje, że Gogol chwilami miał przebłyski rodem z najwyższej półki XIX-wiecznych figli.

„Martwe dusze” są uważane za szczytowe osiągnięcie Gogola. Muszę się zgodzić, bo czytałem tylko tę powieść. I stoję trochę w rozkroku wobec niej, bo z jednej strony uwielbiam manierę rosyjskiej literatury, a z drugiej – jestem względnie świeżo po lekturze Dostojewskiego („Bracia Karamazow”, „Zbrodnia i kara”), „Życia i losu” czy choćby „Mistrza i Małgorzaty” i widziane przez pryzmat tych powieści, „Martwe dusze” wypadają… hm, nie napiszę „blado”, ale powiedzmy, że „mało konkurencyjnie”. Tematyka ma potencjał, ale wraz z rozwojem tonie ona w kreacjach postaci, ich wzajemnych relacjach i retoryce autora. Staje się mniej istotna, a Gogolowi nie udaje się zachować odpowiednich proporcji i kompromisu na poziomie Dostojewskiego. To całkiem dobra powieść, ale z wiadomego powodu wydaje się nieco niekompletna. Mimo to zasługuje na 4+. Zainteresuj się w wolnej chwili.

* Mikołaj Gogol, „Martwe dusze”, tłum. Władysław Broniewski, wyd. Zielona Sowa, 2008, str. 196.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Martwe dusze – Mikołaj Gogol

  1. Porównuję go z Tołstojem. Obaj wielcy pisarze potrafili zrozumieć i mistrzowsko opisać ludzkie zachowania (przeważenie te negatywne). Lew Nikołajewicz często jednak wpadał w zbytnie moralizatorstwo, a Gogol wprost przeciwnie – on wyśmiewał, kpił, posługiwał się orężem, jakim jest humor.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s