Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini

Zirytowała mnie ta lektura. Nie sama w sobie, ale w takiej formie jaką zaproponowało ją wydawnictwo Albatros. Dotychczas bez żadnych oporów czytałem wszelakie notki umieszczane na okładkach książek, bo sądziłem, że mam do czynienia z rozsądnymi ludźmi, którzy mają w głowie coś oprócz trocin i popcornu. Tymczasem temu, kto zredagował tak zwane „skrzydełka” do tej książki zafundowałbym kręcenie wora, autentycznie. Otóż wyobraź sobie, że ktoś postanowił nam streścić ponad połowę książki i to w tak perfidny sposób, że przez 250 stron lektury (z 400) nie doświadczymy żadnego zaskoczenia, niespodziewanego wydarzenia ani intrygującego rozwinięcia akcji. Już przed przystąpieniem do czytania wiemy kto jest kim, kto okaże się kim, jakie wydarzenia przed nami, do czego doprowadzą bohaterów i w zasadzie dopiero po 60% lektury możemy czytać powieść bez irytacji i wyklinania redaktora wydania. Doprawdy nie wiem, jak można było odjebać taki numer czytelnikowi, który w momencie czytania notki ze „skrzydełka” nie jest jeszcze świadomy, że właśnie wypunktowano mu najważniejsze elementy zwrotne w fabule. W dupie mi się to nie mieści. Brawo Albatros.

Jeśli masz te niewątpliwe szczęście, że zostałeś właśnie ostrzeżony i uda Ci się uniknąć rozczarowania z tym związanego, toteż pozwól, że przedstawię zarys fabuły powieści okrzykniętej bestsellerem i takie tam bla bla, bo przecież nikt na poważnie nie podchodzi do tych komunałów. Bohaterem i zarazem narratorem historii jest Amir, afgański chłopak, który to snuje opowieść o tym jak był małym kajtkiem. Jak to bawił się ze swoim sługą, Hasanem, sympatycznym, sprytnym hazarskim chłopcem. Jak walczył o miłość ojca, jego aprobatę i zmierzwienie przez ojcowską dłoń ciemnych włosów na głowie syna. Wreszcie o tym, jak bardzo kochał puszczanie latawca. Nie wypada zdradzać więcej, bo dzięki niewiedzy lektura smakuje znacznie lepiej, o czym przekonałem się przy fragmentach, których wydawcy nie udało się zdradzić w notce. Wtedy było chwilami nawet zaskakująco. Wystarczy powiedzieć, że Amir przedstawia nam krajobraz Afganistanu, którego młodsze pokolenia nie mają prawa znać, w związku z nie kończącą się wojną na jego terytorium, gdzie tylko zmieniają się najeźdźcy, a świat już zapomniał, że ten naród był kiedyś wolny. Krajobraz pachnący kebabem jagnięcym w piękne, zimowe popołudnie, z latawcami szybującymi wysoko nad głowami i rzucającymi cień na świeży, puszysty oraz trzeszczący charakterystycznie pod podeszwami śnieg. Panorama obejmuje też przede wszystkim tradycje nacji afgańskiej, jej moralność, poczucie honoru i zasady współżycia w społeczeństwie. Dla niezaznajomionych to przyjemnie edukacyjny element „Chłopca z latawcem”.

Cze, jestem przystojny Khaled i to ja napisałem "Chłopca z latawcem".

Formę lektury trudno nazwać wymagającą. To opowieść, którą dziadek mógłby roztaczać przed wnukami w mroźny, zimowy wieczór, bujając się w fotelu, podczas gdy zafrapowane szkraby siedzące po turecku na dywanie przed kominkiem, słuchałyby go z otwartymi buziami. Natomiast zdecydowanie zasmuca mnie określanie jej „największym bestsellerem ostatniej dekady” i „książką roku w USA i Wielkiej Brytanii” (wg Wydawnictwa Albatros i notki na okładce). Cóż, poziom czytelnictwa jest jaki jest i ludziom wystarcza wzruszająca opowieść o przyjaźni, honorze, winie i pokucie. Nieskomplikowana historia, najczęściej zaledwie poprawna, chwilami dobra, ale z paroma naczelnymi akcentami często spotykanymi w literaturze, zazwyczaj pachnącymi sympatyczną sztampą (nie zdradzę jakimi, ale każdy wyłapie je za jaja sam). Natomiast akcent tytułowego latawca jest nad wyraz udany. Ma on w sobie jakąś świeżość, niespotykaną pasję i sposób na bezkrwawą rywalizację oraz odreagowanie. Bezkrwawą, nie licząc poprzecinanych od sznurka palców. Za to spory plus. No i nawiązanie do „Nędzników” się znalazło, hah. Uogólniając jednak, chłopiec i jego latawiec jakoś do mnie nie przemawiają szczególnie, sorry Khaled. Lektura do kotleta i jakaś taka kobieca. One to lubią.

ps. ekranizacja z 2007 roku poprawna, choć końcówka skrócona drastycznie.
Afganistan, lata 60.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s