Niewidzialni Akademicy – Terry Pratchett

Kilka najświeższych książek z serii Świata Dysku, w mojej opinii, można śmiało oceniać z tendencją zwyżkową, bo najwyraźniej Pratchett z kolejnymi latami na karku nie traci wcale animuszu, pomysłów, ani ciętej klawiatury. Dawno temu odpuścił już sobie cykl o wiedźmach i bardzo dobrze, bo był on mało rozwojowy. Mniej cieszy schowanie do piwnicy cyklu o Śmierci, ale rozpaczać nie ma nad czym, bo uroczy Żniwiarz zalicza rozbrajające, nieoczekiwane epizody w prawie każdej książce.
Cyklu o magach oficjalnie nigdy nie było. Owszem, pojawiali się i to obficie, ale zazwyczaj na drugim planie perypetii Rincewinda. Tym razem, Terry postanowił odwrócić proporcje. Miło z jego strony, prawda?

Piłka nożna. Bezwzględna miłość większości mężczyzn, oddających się jej na różne sposoby. Przed telewizorem z zimnym piwem, na stadionie wśród spoconego tłumu, na osiedlowym boisku gdzie jest możliwość bezkarnego skopania kolegi po nogach, a także poza miastem, pod lasem, gdzie można ponapierdalać się z mięśniakami w imię barw ukochanego klubu. Pratchett uderzył zdecydowanie w chwytliwy temat, więc generalnie męska część czytelników będzie usatysfakcjonowana. Jednak, żeby nie było zbyt pięknie, wprowadził dla równowagi wątek grubej kucharki Glendy. Jej perypetie pomogą przebrnąć przez treść książki wszystkim kobietom, bo w każdej z Was jest jakaś część grubej kucharki. Niepocieszeni mogą być jedynie mężczyźni niezainteresowani piłką nożną, ale ci z założenia są upośledzonymi wybrykami natury.
Wracając jednak do książki, to w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że za mało futbolu w powieści o futbolu. Zniesmaczony nieco brnąłem dalej i wtem sru!, doszliśmy do punktu kulminacyjnego – relacji z meczu, która zrekompensowała wolniejsze tempo środka książki. Jeśli ktoś oglądał „Shaolin Soccer”, to ma podstawy do wizualizacji  z grubsza przebiegu Grand Derby Ankh-Morpork. Ja byłem wprost zachwycony.

Pratchett nie bez powodu jest jednym z moich ulubionych pisarzy. Jego poczucie humoru idealnie trafia w moje wysmakowane gusta. Nie jest nachalne, nie ma go za dużo, część jest wprost nie do wychwycenia w treści, kryjąc się sprytnie w z założenia śmiertelnie poważnym fragmencie. Dodatkowo, robi to bez wysiłku, tworząc jedną książkę za drugą od ponad ćwierćwiecza. No przecież szacunek się należy. Trzymaj się Terry i nie słuchaj tego Niemca co Ci mąci w głowie ;*

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s