Dracula – Bram Stoker

Nie bez kozery Bram Stoker do dziś jest patronem nagrody literackiej w kategorii grozy. W 1897 roku stworzył on postać-legendę, bohatera, który przez kolejne ponad sto lat z powodzeniem jest eksploatowany na wszystkie sposoby i który mimo to najwyraźniej się nikomu nie znudził. Ilość filmów trudno zliczyć, a publikacje książkowe dotyczące hrabiego Drakuli w niektórych bibliotekach zapewne mają własne regały. Nie ma chyba osoby, która w jakimś stopniu nie zetknęła się z tym fenomenem i choć moje siostrzenice jeszcze niedawno nie miały pojęcia o istnieniu Majkela Dżeksona, tak o Drakuli kiedyś tam słyszały. Trudno żeby było inaczej.

Jonathan Harker, młody, obiecujący prawnik udaje się do Transylwanii celem zawarcia umowy z mieszkającym w upiornym zamku hrabią Draculą, który ma zamiar zakupić dwór w Londynie. Szybko okazuje się, że to, co miało być początkiem kariery dla Harkera, staje się początkiem niewoli w upiornym zamczysku, tylko teoretycznie opuszczonym. Fabuła, jak na dzisiejsze czasy, nie zachwyca szczególnie, ale cały urok tkwi w antyczności działa Stokera. Dracula ma wyraźne braki, niekonsekwencje i niedopowiedzenia, a to przede wszystkim w związku ze sposobem narracji, który dopuszczał tylko jeden punkt widzenia bohatera bedącego akurat „przy głosie”. Relacja w związku z tym wydaje się lekko upośledzona, ale paradoksalnie to właśnie przedstawienie wydarzeń w postaci dzienników, w mojej opinii, nadaje powieści szlif mistyki i w wiarygodny sposób tuszuje niedociągnięcia pisarza. Te luki wypełniano w XX wieku na wszelakie sposoby, wystarczy choćby obejrzeć film Copolli z 1992 roku, by gołym okiem zauważyć wątki dodane przez reżysera czy scenarzystę. Niektórych może zastanawiac też fakt, że Van Helsing przeprowadza transfuzję krwi, nie dbając o zgodność grup. Ale kiedy okazuje się, że grupy krwi odkryto dopiero na początku XX wieku, to wszystko się zgadza i w takich momentach uderza czytelnika przestrzeń czasowa między autorem, a nami.

Niektórzy do dzisiaj z pasją próbują rozgryźć Draculę, uzupełnić dziury w ciągłości historii, własnymi domysłami połączyć wątki, ogarnąc niedopowiedzenia, wytknąć błędy. Wszyscy już wiedzą, że Drakula, a raczej historyczna postać, na której jest oparty – Wład III Palownik (swoją drogą, niezły zabijaka), nigdy nie był hrabią, ale wątpię, by Stoker z wrażenia w grobie się przewracał.
Mglista, gotycka powieść grozy i z brakami czy bez, klasyka, którą wypada znać, ba! – posiadać na półce. Trochę tolerancji dla wampira, zamieniającego się w nietoperza, pijącego krew i omijającego sos czosnkowy w kebabie. Człowiek jest za stary, aby tego typu rzeczy wrzucały mu ciarki na plecy, czy nie pozwalały z lęku zasnąć, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że sto lat temu, podczas mglistej nocy za oknem, taka powieść mogła robić wrażenie, pobudzać wyobraźnię i przerażać. Nie ma sensu namawiać do lektury, ale przeczytaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s