Hrabia Monte Christo – Aleksander Dumas

Wątek zemsty hrabiego Monte Christo wielokrotnie pojawiał się w kulturze masowej. Nawet Mezo śpiewa, że żyję tylko zemstą jak Monte Christooo. A skoro Mezo tak śpiewa, to Dumas może poczuć się dumny. Jednak, jak by do tego nie podchodzić, to faktem jest, że Hrabia Monte Christo to klasyk literatury, ba, synonim klasyka literatury, a jego występowanie w kulturze masowej zasadniczo potwierdza tę pozycję i jednocześnie w żadnym przypadku nie jest w stanie mu ubliżyć. Trzy spore tomy (choć pewnie istnieją wydania zawierające całość w jednym tomie), przez które czytelnik przebija się z łatwością, przyjemnością obcowania z barwnym, acz nieskomplikowanym stylem pisarza.

Historia Edmunda Dantesa, naiwnego młodzieńca, któremu w życiu zaczyna układać się tak słodko, że aż do porzygania. I pewnie byłoby tak przez całe kilkaset stron, gdyby sytuacji nie uratowali zazdrośni znajomi Mundka. W wyniku złożonego przez nich donosu, Dantesa powijają z jego zaręczynowego party i wrzucają do ciupy. Ten się załamuje i pewnie by tam zgnił, gdyby nie jego „współwięzień”, stary klecha, który robi z Mundka mężczyznę. Ta męska pizda pobiera od starca niezbędną edukację, uczy się fechtunku i w ogóle się ogarnia. Ksiądz zdradza mu także miejsce ukrycia skarbu Ali Baby (czy cuś), a następnie nieświadomie pomaga uciec z pierdla. Dantes dociera do skarbu, staje się obrzydliwie bogaty, po raz pierwszy od czternastu lat się goli i rozpoczyna wdrażanie swojego misternego planu zemsty na ludziach odpowiedzialnych za jego niefart.

No i potem już z górki na pazurki. Co prawda tempo po brawurowej ucieczce nieco siada, zastąpione przez konsekwentnie budowaną intrygę, ale w żaden sposób nie można uznać tego za minus. Po prostu Dumas dostosował formę do postawy głównego bohatera, odmienionego po odsiadce w cynicznego, zimnokrwistego mściciela, nieśpiesznie dążącego do katharsis. Lektura należy do tych łatwych i przyjemnych. Nie zatapia się w grząskie grunty filozofii, religii i psychologii. Skupia się przede wszystkim na przygodzie, przechodząc od wydarzenia do wydarzenia, prosto do celu, czasem tylko nieśmiało eksperymentując z chronologią.

Na pewno jest to lektura obowiązkowa, niewymagająca szczególnej wyobraźni, przystępna dla każdego, kto znajdzie na tyle wolnego czasu, by przeczesać wzrokiem te tysiąc stron. Poza tym, skoro Mezo mógł przeczytać Hrabiego Monte Christo (śpiewa o nim, więc zakładam, że wie o co bangla), to chyba nie masz zamiaru być gorszy?

Z okładki mojego wydania straszy swoim ryjem niejaki Jasiek Mela (kim on, kurwa jest?). Że niby książka do plecaka (spory by musiał być) i że niby poleca. Poważny minus. Dodatkowo obejrzałem filmową adaptację z 2002 roku z Jezusem w tytułowej roli. Niezła spierdolina. Odnoszę wrażenie, że scenarzysta przeczytał jedynie streszczenie z Bryka. Omijać z daleka, choć Dagmara Domińczyk rozkochuje. Szkoda, że nie pokazała piersi.

<3

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s